archiwum

lato'04
str. 1   str. 2 



reportaże  strona główna



BAZAR

magda skawińska, tekst
maciej skawiński, zdjęcia


Warzywa, owoce, karma dla psów, zwierzęta hodowlane, żywność, odzież. Bazar małomiasteczkowy mieni się feerią barw, pulsuje. Krzyki, przepychanki. Życie pachnące karkówką i kaszanką. Czasami śmierdzące nawozem.

Plac pełen ludzi. Każdy chce sprzedać, kupić nie każdy. Ale zachwalać swój towar trzeba zawsze. Wszystko jest dobre, najlepsze.

"Uważaj, bo mi lakier porysujesz" - krzyczy mężczyzna w modnych ciemnych okularach i przesuwa wózek z napojami. Kawa, herbata, bulion, barszcz. Blaszana budka na kółkach kryje w sobie kuchenkę gazową, czajnik, butlę. Na wierzchu kubki i zimne napoje. Takich  wózków na bazarze jest bardzo wiele. O kraksę nietrudno.

Każde małe miasteczko ma swój bazar, swój dzień handlowy. Mój ulubiony jest w Płońsku w niedzielę. Wiem, że przy parkanie obok stoiska z dywanami znajdę małżeństwo, które sprzedaje karmę dla psów. "Dawno pani nie było" - wita mnie zawsze sympatyczna blondynka. Rozpoznała mnie juz za drugim razem i tak jest zawsze co miesiąc - dwa. Rzadko przyjeżdżam, nieregularnie. Zimą w czapce, z czerwonym od mrozu nosem. Latem w ciemnych okularach. A ona poznaje mnie zawsze. Nie tylko mnie. Dla suki pana Zbyszka zostawia mielone drobiowe, które "schodzi" najszybciej, a pan Zbyszek przychodzi jeszcze później niż ja. Około 12-stej, a bazar rusza kilka godzin wcześniej.

Potem idę w alejkę z warzywami. Tam mam ulubionego sprzedawcę pomidorów. "Malinowy bartek i nie ma niespodzianki na talerzu" - tym mnie ujął i przywiązał do siebie i swoich bartków. Zawsze dużo opowiada, że synowa w ciąży, że wczoraj jadł placki z młodych ziemniaków. Dla każdego klienta inna historyjka. Każdy dostanie swoją razem z kilogramem cebuli, marchwi, ogórków. Przysuwam się i zanim zdążę poprosić o bartki wpycha się przede mnie grube babsko i chce czereśni. Handlarz patrzy przepraszająco i baba nie usłyszy swojej historyjki.

I tak chciałoby się jeszcze chodzić od straganu do straganu. Pogadać z ludźmi. Popatrzeć na gołębie. Zjeść karkówkę... Ale myśl, że w bagażniku rozmraża się mięso każe iść do samochodu.

Jeszcze rzut oka na plac. Do następnego razu.

stadion  supermarket  LATO'04  str. 1  str. 2


reportaże  strona główna


wędrowiec © dziennikarze wędrowni