archiwum

jesień'04
str. 1  



szkice  strona główna



Dynia1

martin versfeld


f
o
t
o

*

m
a
c
i
e
j

s
k
a
w
i
ń
s
k
i


  Przyjrzyj się tej dyni. Ładna, płowo-niebieska, chłopska dynia. Jasne, diamentowe kropelki oblepiają przeciętą przez ciebie łodygę. Ładne słowo, dynia. Jest takie dynie i takie niowate. Aż czuje się ciężar. Tak właśnie dźwięczy, jak się w nią popuka. Spróbuj ją podnieść. Wymaga to sporo wysiłku. To nie to, co te twoje dmuchane dynie. Solidna. Wewnątrz gruby, krzepki, żółto-czerwony miąższ, słodki i lekko wytrawny. Pogłaszcz ją, pozwól dłoniom przesunąć się po jej gładkiej okrągłości. Z czym ci się to kojarzy? Starczy już, dalej nic więcej, proszę księdza. Jak raz, nabierasz chrapki na dynię.

  Pochodzi z poletka starego Tiema, tam na dole w wąwozie. U stóp czerwonych skał, wśród których krążą ptaki, stary Tiem powyrywał chwasty2 i krzaki3 , i stojąc w słońcu Karu4 przygotował ten stary rów pod uprawę. Tam właśnie dynie wywiły się ponad grudy ziemi, zakwitły i nadęły się, aż pawiany powychodziły z kryjówek, aby gapić się siedząc na skalistym wzgórku, a jeżozwierze urządziły procesję z Wołowej Kotliny5 . Niektóre z nich wylądowały w stojącym zawsze na podwórku wśród kur i popiołów z taaibosowych krzaków, żeliwnym garnku Tiema, tam gdzie Nellie ładnie podpieka na węglu swoje chlebki. Dokładnie w górnej części czarnego lasu6 , gdzie pantera7 zaciągnęła osiołka. Przechodzimy tamtędy raz w tygodniu, jak jesteśmy na miejscu.

  Zobacz, to jest dynia prosto z pola. Wino prosto z winnicy, dynie prosto z pola – chcesz wiedzieć dokładnie skąd to dobro pochodzi. I na to też możesz się snobować, tak jak my snobujemy się na naszą wodę. W innych kotlinach woda nie smakuje tak, jak z rzeki Tweeriwier8 .

  To jest dynia stworzona przez człowieka. Ma osobowość, zawiera w sobie także wodę i skały, wśród których dojrzewała. Tworzy więź. To nie jest miejska dynia, która pochodzi nie wiadomo skąd, którą gotujesz w wodzie będącej mieszanką wszystkich wód, i która przepłynęła rurami pięćdziesiąt kilometrów.

  Ta dynia jest światem, i kiedy ją jesz, jesz świat. Właśnie przez to nie znoszę naukowych książek kucharskich. Naukowcy wszystko chcieliby wyrwać z kontekstu. Te ich rurki i inne duperelki zostały stworzone, by poprzedzielać świat. Ale zwierzę, które nigdy nie wychodziło z zagrody, zdechnie – a kura z fermy też smakuje tak, że można zdechnąć. Tak to jest z tymi ich witaminami i kaloriami i innym paskudztwem. Istnieją jedynie w zagródkach umysłów naukowców. To nie to jesz. Jesz dynię.

  Pewnego dnia mój kuzyn, który od długiego czasu zajmuje się badaniem rybich witamin, zerknął na mnie filuternie i zapytał, czy ja w ogóle wierzę w te rzeczy. Nie wszyscy naukowcy odznaczają się takim zdrowym sceptycyzmem, takim poczuciem całości. Jedzenie jest dla ludzi. Ja jem galjuna9. Nie karmię maszyny witaminami, żeby mogła dalej działać – po co? Mówią, że moja dynia nie posiada wielu wartości odżywczych. Nie? Ona karmi również moją duszę, szczególnie gdy spożywam ją wspólnie z moją rodziną. Nas tak łatwo nie przepuścisz przez rurkę.

  Dynia nadała mi siłę, by pisać te słowa. Mówię teraz o tej duchowej dyni, którą jeszcze rano miałem przed oczami, i którą mogę analizować dzięki chemii mojej wyobraźni i mojemu byciu człowiekiem. Ugotuj coś smacznego i pamiętaj, że próbujesz również duszą. Newermajnd10 witaminy. Dobra kuchnia to kuchnia duchowa.

  Dynio, twoje dni są policzone. Nie ukryję cię na blaszanym dachu. Zarżnę cię moim nożem myśliwskim. Wbij ostrze, naciesz się swoim nożem i posłuchaj jak trzeszczy gładka, twarda skórka. Jak bucha słonecznym blaskiem! Pokrój ją na plasterki. Możemy zachować pestki i uprażyć na patelni, a kot już się ociera o moje nogi, żeby dostać nałuskane.

  Jak ją przyrządzimy? Gliniany piec się rozgrzewa, możemy ją włożyć z chlebem do połówki puszki po nafcie, z odrobiną owczego tłuszczu. A może wrzucić na udziec z dziczyzny w żeliwnym garnku? Wtedy wchłonie większość zapachów świata – czosnku, i słoniny, i koperku, i dymu z taaibosowego drewna i tych wszystkich polnych ziółek zjedzonych przez szare antylopki11.

  I jeszcze jedno, jak siadamy do jedzenia, południowo-wschodni wietrzyk z dołu błyska w topolowym lasku. Mówią, że próbujesz jedzenia głównie nosem, smakowanie jest wąchaniem. Jesz w otoczeniu – ale gdzie znajdziesz w mieście odpowiednie powietrze do jedzenia? Świeże powietrze staje się najdrobniejszą cząstką dobrze upieczonej dyni.

  Ucinam sobie z dynią miłą pogawędkę. Głosi politykę środowiska. Nie będę jej obrażać nazywając polityków dyniami. Środowisko ciągle jest najlepszym prawodawstwem.


[1982]




*




tłumaczenie z języka afrikaans: zuzanna morawiecka



JESIEŃ 2004  strona główna




PRZYPISY



   1 Opowiadanie pochodzi z tomu ‘Tyd en dae’ i znalazło się w zebranej i opracowanej przez Jerzego Kocha antologii opowiadań południowoafrykańskich ‘Die tuiskoms’/’Powrót do domu’. Baie dankie, Panie Profesorze!


   2 Cynodon dactylon


   3 Elytropappus rhinocerotis


   4 Karroo – półpustynny obszar w południowo-zachodniej części RPA


   5 Oskloof


   6 ‘swarthoutbos’ – las z drzew swarthoutboom (‘swart’ = czarny, ‘hout’ = drewno, ‘boom’ = drzewo); Gymnosporia penduclaris


   7 ‘tier’ – również tygrys, lampart


   8 dosłownie: ‘Dwurzeka’


   9 ‘galjoen’ – ryba z gatunku Coracinus capensis


   10 ‘newwermaaind’ – fonetyczny zapis angielskiego ‘never mind’ – tu: szlag z


   11 ‘grysbokkie’ – Rhaficerus melanotis

JESIEŃ 2004  str. 1


szkice  strona główna 

wędrowiec © dziennikarze wędrowni