archiwum

wiosna'04
str. 1



publicystyka  strona główna



Łyżka

anna dorota morawiecka


  Dziadek wystrugał łyżkę z drewna lipowego. Używana była raz w roku w czasie wykopków. Mieszało się nią bigos dla czterdziestu osób. Cała rodzina zjeżdżała się do pomocy. To było wielkie święto. Łyżka miała długość ramienia, a średnicę dziadkowej dłoni. Przez cały rok wisiała na ścianie jak ikona i przypominała o tym, że było i będzie Święto Kartofla i że wszyscy się znowu spotkamy.

  To, co szumnie nazywamy sztuką, i co daremnie usiłujemy zdefiniować, nie jest niczym innym i niczym innym być nie powinno. Sztuka jest wielką łyżką, która cały rok wisi na ścianie jak ikona po to, aby przypominać o potrzebie świętowania. Rytm przyrody wyznaczy czas, kiedy zmęczeni i głodni siądziemy przy jednym stole. Zdejmiemy wtedy łyżkę z gwoździa i użyjemy do nakładania strawy. Nasyceni odwiesimy ją na stałe miejsce - z szacunkiem i pieczołowitością. Ilu nas będzie następnym razem? Być może łyżka będzie się wydawać przesadnie wielka. Będziemy jednak pamiętać z jakiego powodu została wystrugana. Obsadzimy większy kawał pola. Zaprosimy całą rodzinę. To marzenia. Robimy teraz "higieniczne" łyżki jednorazowego użytku - z plastyku. Nikomu nie jest potrzebna dziadkowa łycha. Nikomu nie jest potrzebna nasza pomoc w żniwach. Nikt na nas nie czeka z gorącą strawą. Nikt nie wierzy, że zareagowalibyśmy na zaproszenie. Odpowiednikiem fast foodów - spożywanych w biegu substytutów posiłku - są pospiesznie omiatane wzrokiem billboardy, łatwe komercyjne filmy, kolorowe gazety zastępujące literaturę, pop-muzyka płynąca z walkmana prosto do ucha na tle ulicznego zgiełku, prostackie reprodukcje mistrzów wydrukowane na T-shirtach lub plastykowych reklamówkach - artefastfoody, do których czasem nawet nie potrzeba "plastykowej łyżeczki" jednorazowego użytku. Gubi się funkcja sztuki polegająca na rozdzielaniu, rytmizowaniu i nadawaniu znaczenia. Plastykową łyżkę wyrzuca się do kosza i więcej się o niej nie pamięta.

  Produkujemy również kunsztowne łyżeczki ze srebra. Używamy ich w czasie elitarnych spotkań w starannie dobranym gronie (np. płatne wejście do galerii, wernisaż otwarty tylko dla zaproszonych gości). Strach byłoby podać tak kosztowne sztućce profanom. Przecież oni nie mają nic wspólnego z naszymi żniwami, w niczym nie pomagają. Zresztą niczego już nie siejemy. Nic nie mamy im do zaoferowania.

  Tylko że stukanie srebrnymi łyżeczkami w puste naczynia pozbawione jest sensu. Wielka drewniana łyżka nie nadaje się do słodkich deserów, chińskich zupek, snickersów i innych substytutów zastępujących pożywną strawę. Głód duchowy współczesnego człowieka uśmierzany jest bardziej lub mniej wyrafinowaną pustką kultury komercyjnej. Ten, kto spożywa przemyślnie opakowane batoniki, nie ma potrzeby używania łyżki. Przy takiej strawie nie ma zastosowania anachroniczne narzędzie. Sztuka dostarcza strawy duchowej - sama strawą nie będąc pełni rolę wspomagającą. Jest narzędziem.

  Funkcja sztuki bywa źle rozpoznawana. Zdarza się pomylić palec z księżycem. Choćby nie wiem jak się przeciw temu buntować, sztuka jest jedynie palcem. Żeby dostrzec to, na co wskazuje, trzeba mieć otwarte oczy i czyste niebo nad głową.

  Wracając do łyżki: ani ona nie jest strawą, ani strawa łyżką. Jeżeli gar bigosu mający zaspokoić głód strudzonych żniwiarzy (odbiorców sztuki) porównać z wielowarstwową rzeczywistością, to artysta jest tym, który prosi o pomoc w zbiorach plonów, również tym, który wystrugał łyżkę, który miesza i przyprawia do smaku, a na koniec nakłada każdemu na talerz. Rzeczywistość nie jest jego dziełem. Głód duchowy jest też innego rodzaju głodem. Może być zaspokojony wtedy, kiedy siedząc przy wspólnym stole patrzymy sobie z wdzięcznością w oczy. Stół staje się wówczas ekranem, w którym odbijają się gwiazdy, cały kosmos, srebrna nić utkana przez człowieczeństwo w nieskończonej tkaninie życia.

  Rola sztuki jest w tym akcie niezbędna.

  Drewniana łyżka zdjęta uroczyście i świadomie ze ściany nadaje uczcie rangę wyjątkowego święta. Tylko z tą świadomością możemy dostrzec i rozpoznać znaczenie stołu i naszej przy nim obecności. Bez naszej świadomości łyżka jest tylko sentymentalną pamiątką - niemodną w racjonalnym świecie podzielonym na tych, którym nie jest potrzebna i na elitarnych gości celebrujących wyimaginowaną ucztę w pustych naczyniach srebrnymi łyżeczkami.



rycina, anna dorota morawiecka

WIOSNA'04  str. 1


publicystyka  strona główna

wędrowiec © dziennikarze wędrowni