zima'05
str. 1



publicystyka  strona główna


Spektakl antyczny a koncert rockowy czyli co łączy teatr grecki z rock'n'rollem

justyna teodorczyk, tekst
maciej skawiński, zdjęcia


     Podobieństwa koncertu rockowego i spektaklu antycznego1 można doszukać się zarówno na poziomie artystycznym (dramaturgicznym), jak i socjologicznym (kulturowym). Zależnie od perspektywy spojrzenia na te dwa historycznie odległe od siebie wydarzenia ukazują się analogie dotyczące różnych aspektów. Mają one charakter bezpośredni – gdy opisuje się poszczególne obszary, integralne części omawianych zjawisk, jak i pośredni – gdy porównanie rozszerzy się o kontekst społeczno-polityczny, psychosocjologiczny, czy choćby zestawi się rzeczone przedstawienia jako złożone struktury lub swoiste „pieczątki” kultury.
Wykonanie dramatu starogreckiego i rockowy show pełnią identyczne funkcje. Funkcje artystyczne, bo są rodzajem sztuki preparowanej na potrzeby mas i odgrywanej przed nimi2 oraz funkcje społeczne, bo stanowią rozrywkę podbudowaną ideologicznie, która nie tylko dostarcza doznań estetycznych, ale także odsłania bogate zaplecze kulturowe (wzory kultury, wartości), uruchamia pewne mechanizmy i determinuje zachowania społeczne. Zderzenie tych zjawisk znajdujących się na przeciwległych biegunach historii jest zajmujące również z punktu widzenia antropologii kulturowej. Oto ukazują się nam dwa obrazy realizacji i aktywnej percepcji odmiennego dzieła scenicznego, w całej jego złożoności – warstwie literackiej, muzycznej, teatralnej (z użyciem scenografii, kostiumu i ekstremalnych efektów) oraz aktorskiej. Ale prócz tego, że takie zestawienie obfituje w liczne i głębokie podobieństwa, trzeba podkreślić też, iż nie jest ono wolne od prymarnych różnic, które wynikają z transformacji historyczno-kulturowych i są swoistymi nieuniknionymi znakami czasu. Ich najjaskrawszymi przykładami będą choćby całkowite odwrócenie relacji artyści-widownia, zgoła odmienny status aktora/muzyka czy transgresja sacrum czyli przeniesienie waloru mistycznego rytuału z obrzędów na zjawiska o charakterze niereligijnym.

     Na początku zajmijmy się zbieżnościami spektaklu rockowego i antycznego na poziomie artystycznym i sięgnijmy do uchwytnych zdarzeń i faktów scenicznych, choćby natury technicznej. By dotrzeć do najmniejszych szczegółów przydatne okaże się wyodrębnienie podstawowych elementów struktury widowiska, takich jak scena, występujący, przestawienie i widownia.

Scena
     Scena jest właściwie elementem bardzo pierwotnym i stosunkowo niezmienionym w swej formie od wieków. Jej idea pozostała do dziś niemal taka sama jak dawniej, dalekim modernizacjom ulegały natomiast jej poszczególne realizacje. Ponieważ zaś historia sceny teatralnej to właściwie historia sceny w ogóle (także muzycznej estrady), dlatego też skupić się tu należy jedynie na tym, co uderzająco podobne w tej materii w kulturze rocka i antycznej. Przede wszystkim będzie to więc zwyczaj charakteryzowania tylnej ściany sceny tak, by przypominała monument z drzwiami, na wzór scenicznej budowli skene (zapoczątkowanej przez spektakle ajschylosowe) albo dekorowania jej skórami lub kotarami3. Odpowiednikiem pierwszego przypadku są scenografie np. heavymetalowych grup Iron Maiden (ukazujące wejścia do lochów zamczyska lub egipskiej mastaby) czy King Diamond (prowadzące do opuszczonego domu lub bram cmentarza), a drugiego – tak popularne backdropy, czyli wielkie płótna z nazwami zespołów czy okładkami promowanych płyt rozwieszane jako tło dla grających muzyków. Kolejną analogię można zauważyć w fakcie, iż najwięksi satanistyczni ortodoksi, czyli członkowie niektórych kapel blackmetalowych występują na estradzie, nad którą góruje łeb kozła lub podobizna diabła, albo też podczas koncertu składają mu skrwawione wota na specjalnym ołtarzu. Dość powiedzieć, że w starożytnej Grecji zarówno ofiarowanie na ołtarzu było elementem przedstawienia, jak i to, iż maskę Dionizosa zawieszano zawsze nad sceną jako symbol jego kultu. Ponadto w dobie antyku na potrzeby przedstawień budowano doraźne estrady, a widzowie mieli w zwyczaju spoglądać na nie z wysokości, co nasuwa nieodparte skojarzenia z dzisiejszymi scenami „przenośnymi”, montowanymi na koncerty rockowe np. w miejscach publicznych oraz faktem, iż ich fani też wdrapują się dla lepszej widoczności to na dachy pobliskich zabudowań, to znów na drzewa (na dużych festiwalach istnieje natomiast zwyczaj śledzenia poczynań scenicznych z dachów samochodów czy kontenerów śmietników). Podobne szczegóły techniczne można by mnożyć, zakończmy więc ostatnim obrazowym przykładem. Otóż Grecy w swych dramatach spływali spod niebios i wzlatywali doń niczym dzisiejsi aktorzy wielkich rockowych widowisk, mieli też, tak jak i oni efekty specjalne – grzmoty i pioruny na scenie, a przede wszystkim posiadali zadaszone odeony – odpowiedniki współczesnych sal koncertowych.
     Najważniejszą natomiast różnicą, jeśli chodzi o scenę dzisiejszego koncertu oraz dawnej Grecji jest odwrócenie relacji: publiczność-dzieło sztuki. Otóż w antycznym teatrze miejsce przeznaczone dla aktorów znajdowało się poniżej widowni. Oglądający spoglądali na orchestrę z góry, czyli symbolicznie kontrolowali dzieło i dominowali nad artystą. Z kolei na koncertach muzyki rockowej przeważnie to występujący stoją nad publicznością (estrady mają formę podestów – od kilkunastocentymetrowych w małych klubach do kilkunastometrowych w wielkich halach czy na festiwalach na otwartym powietrzu)4. W tym wypadku to muzycy mają przewagę nad słuchaczami, a na straży ich dominującej pozycji stoją też sprzęt nagłaśniający i reflektory skierowane na widownię. Dzięki takiemu usytuowaniu sceny wykonawcy mogą oglądać rozgrywającą się pod nią zabawę, czyli tzw. młyn, a przez swą fizyczną wyższość nad tłumem także za pomocą gestów „dyrygować” nim, prowokować go i powodować niektóre jego zachowania5. Tylko taki układ umożliwia bezpośredni, bliski i wzajemny kontakt stron, który jest niezbędny, aby rockowe misterium dopełniło się.

Występujący
     Zastanówmy się kim byli, są bywalcy tych scen, jaki jest ich status i na czym polega ich aktorstwo. Profesjonalizm od najdawniejszych czasów do dziś polega na robieniu jak najlepiej tego, co się robić ma; do tego zaś niezbędne jest przyuczenie (trening) i doświadczenie (praktyka). Jedno i drugie znają starożytni aktorzy i muzycy rockowi, choć przedstawia się to różnie. Ci pierwsi, pomimo dużej świadomości swego rzemiosła musieli kreować się na amatorów i tuszować swój profesjonalizm, gdyż dla starożytnych paranie się pracą zarobkową czy wykonywanie zawodu było rzeczą niegodną greckiego obywatela. Jednakże aktorzy nie tylko odbywali próby tańca, śpiewu, recytacji i gestów, ale pobierali w tych kierunkach specjalne lekcje, a ponadto nieraz musieli nawet stosować się do zalecanych im diet, podejmować pewne rodzaje aktywności fizycznej, a stronić od innych. Dzisiejsi idole sceny rockowej nie mają łatwiej, profesjonalizm wykonania koncertu to ich „pierwsze przykazanie”, a i wielu z nich tylko ze słyszenia zna slogan „sex, drugs & rock`n`roll”. Często ów stereotyp na temat rock`n`rollowego stylu życia nie sprawdza się wcale, bo wielu artystów rockowych po prostu nie może sobie na to pozwolić w swej profesji (jakże wielu wokalistów w trosce o swój głos stroni od używek, a muzyków zarzuca nałogi na rzecz dobrej formy na estradzie i samorozwoju artystycznego). Oczywiście, drugie tyle spośród rockowców prowadzi jak najbardziej hulaszczy tryb życia, ale bywa też tak, że jest to świadomym elementem autokracji, szczegółem dobrze wpasowującym się w kontrowersyjny image, żeby nie powiedzieć wykalkulowanym chwytem marketingowym, co zresztą czasami staje się aż nadto ewidentne. Nie odosobnione są nawet daleko posunięte opinie w tej kwestii samych zainteresowanych, które wnoszą, iż odurzenie jest przydatne przy tworzeniu lub do osiągnięcia transu, poczucia „adrenaliny”, doznania głębokich emocjonalnych stanów na scenie, sprzyjających twórczemu i autentycznemu wykonaniu koncertu. Autentyczność i prawdziwość przeżycia jest bowiem elementem konstytuującym rocka i obecność w muzyce „tego czegoś, co porusza do głębi” jest często ważniejsze od umiejętności warsztatowych. To tłumaczy istnienie rockowych idoli, którzy osiągają wielką sławę pomimo oczywistych niedoskonałości technicznych (np. nienajlepsza dykcja Ozzy`ego Ozbourne`a z światowej sławy kapeli Black Sabbath, czy Muńka Staszczyka z rodzimego T.Love). Owo rozprzężenie artystów-rock`n`rollowców w stosunku do dyscypliny greckich aktorów (dla których nota bene osobista umiejętność poruszania widzów były także nie lada nobilitacją) nie wynika raczej z zaniechania tych drugich, ale z odmiennej definicji „zawodu” artysty. W antycznym bowiem pojęciu sztuki było więcej rzemiosła niż jej samej, techne czyli umiejętność, biegłość techniczna wyprzedzała kreację artystyczną. Obecnie natomiast w sztuce nie wystarczy sam profesjonalizm, a mistrzostwo twórcy jest wypadkową umiejętności i talentu.

     Kolejnym ważnym zagadnieniem dotyczącym aktorów spektakli starożytnych i rockowych jest właśnie kwestia samego aktorstwa. W takim ujęciu zagadnienia rysuje się podstawowy problem. W greckim teatrze to poeta był „sprawcą dzieła teatralnego pojmowanego jako całość” (Kocur 2001:6). Na początku autor dramatu pełnił jednocześnie funkcje reżysera, scenografa, opracowywał muzykę i choreografię oraz grał główną rolę, do pozostałych samodzielnie dobierając aktorów. Tak więc ówczesną relację pośrednictwa między autorem a widownią można określić schematem:

autor = aktor -> widownia,

który da się też zastosować do lustrzanej relacji u artystów rockowych i odbiorców ich muzyki. Jest to jednak jedyna wspólna obu zjawiskom relacja, następne są bowiem sprzeczne. Z czasem mianowicie, gdy organizacja greckich spektakli przeszła całkowicie na ręce państwa główny aktor – protagonista (odpowiednik tzw. lidera czy frontmana na koncercie) wyznaczany był odgórnie, także do mianowania pozostałych. Wówczas protagonista (i inni aktorzy) stawali się ogniwem pomiędzy poetą a widzami, co oznaczamy następująco:

autor -> aktor -> widownia.

Taki układ jest raczej niedopuszczalny w rocku, gdyż autentyczność muzyczna oznacza tworzenie i granie własnej muzyki przez członków grup rockowych i jest podstawą, sednem ich egzystencji6.
Ten pogląd w konsekwencji implikuje też kolejną tezę, że w rocku tak naprawdę w ogóle nie ma aktorstwa, które jest przecież tradycyjną formą udawania, skonwencjonalizowanym kłamstwem. Z tym do końca nie można się jednakże zgodzić, bo sama sytuacja koncertu, który jest przedstawieniem, występem, czyli pochodną idei teatru; który stanowi materię jak najbardziej dramaturgiczną, determinuje nieodłączne tu pojecie gry, aktorstwa, choćby te miały określać jedynie stronę (oglądanych w opozycji do oglądających) czy wynikać z innych obecnych elementów teatralnych, jak kostium, dekoracja, itp. Ponadto koncerty niektórych zespołów rockowych to wielkie megawidowiska o rozbudowanej oprawie scenograficznej, dramatycznej, kostiumowej, gdzie przebrani, ucharakteryzowani muzycy inscenizujący wyreżyserowane zachowania po prostu odgrywają swe spektakularne role. Dlatego na potrzeby opisania „aktorstwa” w muzyce rockowej niezbędne są dwa schematy:

muzyk = performer

gdy ten odgrywa samego siebie, czyli „jest sobą” na scenie, oraz:

muzyk = aktor

gdy „wchodzi w rolę” by wykonać widowiskowy show.



Przedstawienie
     Spektakle antyczne i rockowe koncerty mają ze sobą wiele wspólnego także, a nawet przede wszystkim w warstwie dramaturgicznej. Ale zanim o tym, przytoczmy parę detali związanych z samym przedstawieniem, ale dotyczących spraw przygotowawczo-organizacyjnych.
     Wspólne obu widowiskom, tym odbywającym się dziś i przed setkami lat są bowiem niektóre zachowania widzów, czy ogólnie przyjęte zwyczaje. I tak, np. greckie prawo proedrii, czyli zajmowania pierwszych miejsc przez uprzywilejowanych (dostojników państwowych, zagranicznych gości) do złudzenia przypomina koncertowe tzw. loże vipów, czyli najlepiej sytuowane miejsca dla przedstawicieli mediów, gwiazdorów, którzy chcą obejrzeć występ kolegów z branży, itp. To samo z powszechnymi w obu przypadkach zjawiskami płatnych wstępów czy przybywania na miejsce przed czasem, a nawet spędzania nocy w pobliżu obiektu (z tą różnicą, że w antyku zwykle tyczyło się to niewolników zajmujących dogodne miejsca swym panom, obecnie – rockowej młodzieży zjeżdżającej na występ ulubionej grupy z odległych miast i w ten sposób demonstrującej także swój udział w muzycznym misterium, identyfikację z podobnymi sobie oraz oddanie dla samych idoli).
     W ramach przedstawień natomiast czynnikami wspólnymi omawianym kulturom są na pewno kostiumy, atrybuty, maski, dodatkowe postacie (zwierzęta) na scenie oraz pewne elementy gry i ekspresji. Greckie kostiumy sceniczne dzieliły się na zwykłe (wystylizowane, sugestywne wizualnie odpowiedniki ówczesnych strojów) oraz szczególne, czyli okazjonalne (weselne, żebracze, żałobne, święte). Ponadto ich kreacje dookreślano przez maski, rekwizyty pełniące funkcje atrybutów (np. królewskie berła, laski posłańców i podróżnych, oliwne gałązki błagalników i boskie symbole), które miały komunikować funkcję i rangę postaci w tak jednoznaczny i oczywisty sposób, by widz bez trudu dekodował kto jest kim na scenie. U rockowych „aktorów” zauważyć można zarówno zwyczaj prezentowania się na estradzie w dżinsach i t-shirtach, jak i przywdziewania „kostiumu” subkulturowego czy też noszenia wyjątkowych przebrań. Im także towarzyszą „odwieczne” rekwizyty-atrybuty w postaci instrumentów muzycznych, choć nie tylko tych, bo często posługują się oni dodatkowymi symbolami, takimi jak pacyfy, pentagramy, krzyże (odwrócone), które uwiarygodniają muzyczny przekaz i ideologię lub artystyczny image. Rolę maski pełni raczej mimika, ewentualnie długie włosy – swoista ikona rocka; choć należy zauważyć iż zdarzają się również przypadki malowania twarzy na wzór zunifikowanych masek (np. Sweet Noise, Slipknot oraz wielu muzyków blackmetalowych).
     Publiczność starogreckiego teatru i rockowego widowiska niejednokrotnie oglądała te same „chwyty” sceniczne, a jej emocje maksymalizowano w tych samych momentach przedstawienia i podobnymi efektami. Napięcie widzów od zawsze podsyca się efekciarskimi zabiegami, np. ekspresywnym, transowym tańcem, żywą gestykulacją i sugestywnymi pozami. Gwałtowny, wyuzdany taniec, miotanie się po scenie, spontaniczne zrzucanie szat, ożywiona teatralna gestykulacja7 i przybieranie bojowych postaw będących ekspresją siły, były tak samo częste na scenach greckich, jak i obecnie na rockowych. Były też wstrząsające efekty, przerażające krzyki i piski, bójki, podpalenia oraz defekacje na scenie, ekstremalne wrażenia wywoływały drastyczne sceny, np. wprowadzania wyjących z bólu półnagich męczenników, samooślepionych ofiar, matki dzierżącej zakrwawioną głowę syna czy trupy swych dzieci. Czyż niepodobne do tego są zachowania prezentowane przez rockowych muzyków: autentyczne samookaleczenia, pozorowane ukrzyżowania, uśmiercania, gwałty, stawanie w płomieniach, tortury i pętanie ofiar, a nawet oddawanie moczu na publiczność lub polewanie się krwią zwierząt i zjadanie surowego mięsa? Wszakże Alice Cooper i King Diamond słyną z odgrywanych na scenicznych deskach bójek, mordów, straceń, pochówków i towarzyszących im obrzędów8. Formacje grające ekstremalny metal zaś pławią się we krwi, szczątkach zwierząt, w oprawie fetoru i rozkładu, a co „twardsi” rockowcy finalizują występ zdemolowaniem sprzętu, sceny (co czasem kończy się nawet obrażeniami u osób z widowni).
     Starożytni reżyserzy teatralni doskonale wiedzieli, że by emocje widzów sięgnęły zenitu należy nieco opóźnić rozpoczęcie, a najbardziej efektownie zainscenizować moment wejścia i zejścia ze sceny, wiedza ta nie jest obca również artystom koncertującym obecnie. Antyczni aktorzy stosowali spektakularne introdukcje, np. wjazd na skrzydlatym gryfie, na pędzącym rydwanie, wynurzenie z grobowca, wejście z procesją z płonącymi pochodniami, przez wrota, wbieganie z krzykiem. Na koncertach rockowych zespoły wyłaniają się z dymów (Vader), z ruin zburzonej budowli (AC/DC), z paszczy smoka (Kiss), frontmani wkraczają z rozwierających się wrót (King Diamond), wjeżdżają na motorach (W.A.S.P., Manowar, Judas Priest), a nawet na wielbłądzie (Alice Cooper); w finale natomiast następują zburzenia, eksplozje, podpalenia, unicestwienia, pochody lub wtargnięcia gigantycznych monstrów czy też innych tajemniczych postaci. Nagie kobiety to równie popularne urozmaicenie widowiska9. Podobnie jak żywe zwierzęta, które niekiedy zmuszano do „uczestnictwa” w spektaklach. W teatrze greckim były to zwykle prosięta10, w rockowym także ptactwo (gołębie pokoju wypuszczane niegdyś w powietrze przez hipisowskich muzyków, kury zabijane na estradzie przez członków formacji Deicide i Marylina Mansona czy choćby słynny nietoperz, któremu wokalista Black Sabbath rzekomo przez przypadek odgryzł głowę). „Zaszczytu” goszczenia na rockowej estradzie dostąpił też ulubiony pies gitarzysty legendarnej polskiej grupy TSA, jak również ulubione przez Alice`a Coopera węże i pająki.

Widownia
     Widownia, czyli odbiorcy przedstawienia, publiczność, bez której teatr nie ma racji bytu, w rockowym światku określana słowami „publika”, „rasa”, „zwierz”, to zagadnienie równie obszerne, jak poprzednie, a i nie mniej ciekawe. Jak się okazuje, pewne skonwencjonalizowane sposoby wyrażania przez publiczność swych odczuć są bardzo trwałe historycznie, wiele z nich pozostało identycznych do czasów dzisiejszych.
     Oto jak zachowywała się publiczność podczas spektakli w hellenistycznej Grecji. Zgromadzeni na widowni wykazywali się dużą aktywnością, chętnie wyrażali swe uczucia, byli bezpośredni i żywo reagowali na wydarzenia rozgrywające się „po drugiej stronie”. Na porządku dziennym odpowiedzią na podobającą się grę aktorską były następujące działania: okrzyki, oklaski, wołanie „authis, authis” czyli „jeszcze, jeszcze” (Winniczuk 1983: 545); głośne wybuchy śmiechu i radosne komentarze. Z równie dużą zapalczywością wyrażano swą zbiorową dezaprobatę, która mogła być wyrazem nie tylko niezadowolenia z całego występu, ale też wynikać z nieodpowiedniego stroju aktora, jego nienajlepszej dykcji, sposobu gry, czy nawet chybionego doboru osoby do danej postaci. Wówczas występujący narażeni byli na dzikie wrzaski, kąśliwe uwagi i szyderstwa, gwizdy, syczenie, cmokanie, a także tupanie, obrzucanie kamykami, orzeszkami, owocami i warzywami (których to podjadanie podczas przedstawienia leżało w zwyczaju oglądających). Niejednokrotnie zmuszano tym do ingerencji dzisiejszych ochroniarzy, czyli ówczesnych „noszących laskę” stojących na straży porządku w trakcie uroczystości. Zażarte sprzeciwy niekiedy przeradzały się w zamieszki i wyjątkowo okrutne czynności kończące się przerwaniem występu, wygnaniem aktorów z podestu, a nawet usunięciem z teatru autora dramatu. Tak działała rozjuszona publiczność, która innym razem chętnie dawała wciągać się do aktywnego uczestnictwa, brać udział w konkursach, odpowiadać na bezpośrednie zwroty skierowane doń ze sceny i angażować swą całą uwagę w wygłupy i błazenady, które serwowano im na rozgrzewkę.
     Zastanówmy się czy audytorium widowiska rockowego podziela cechy swych antycznych poprzedników. Opisane zachowania od razu na myśl przywodzą bliźniacze czynności młodzieży, które mają miejsce w sytuacji koncertu. I tu spotyka się skrajne postawy – od pełnej uwielbienia aprobaty, przez chłodne przyjęcie objawiające się blokadą ekspresji i niepokojącą ciszą na widowni, po agresywna krytykę. Tumult, wrzask, gwizd oznacza na rockowym spotkaniu właściwie i zachwyt i dezaprobatę, intencja tłumu nie jest jednak trudna do odczytania. Nieustających braw, skandowania nazwy zespołu, domagania się bisów nie sposób pomylić z tupaniem, zagłuszaniem, mnóstwem obelg i agresją polegającą na obrzucaniu muzyków odpadkami, czy niezwykle popularnym chóralnym i rytmicznym wykrzykiwaniem niecenzuralnych słów, które bynajmniej nie są zachętą do kontynuowania występu.

     Jak wynika z powyższych przykładów, historyczne widowiska teatralne i współczesne koncerty mają wiele punktów stycznych w obrębie zjawisk i zdarzeń scenicznych, gry aktorskiej i zachowań publiczności. Wykażmy jednak także ich głębokie podobieństwo również na poziomie ponadartystycznym, na poziomie zjawisk społeczno-kulturowych. Spektakle, o których mowa są bowiem wydarzeniami charakterystycznymi i reprezentatywnymi dla swych epok. Mają także identyczne cechy podstawowe.
     Pierwszą z nich będzie z całą pewnością „cielesność” nie tyle samego wykonania, co odbioru przekazu, niezwykła fizyczność doświadczeń. Znawczyni starożytnej Grecji, Ruth Padel, stwierdza w odniesieniu do ówczesnego teatru, iż Grecy „myśleli i czuli organami wewnętrznymi”11, co przekładało się na specyficzny odbiór komunikatów artystycznych i intensyfikację emocji. Analogiczne konstatacje na temat doznań związanych z percepcją rocka formułują rodzimi badacze. Otóż Andrzej Dorobek nazywa to „bebechową” spontanicznością aktu wykonawczego i twierdzi, że rock wydobywa się z „głębin biologicznej istoty wykonawcy i do tychże głębin sięga u odbiorcy” (Dorobek 2000: 110); że jest to muzyka kreowana i odbierana na poziomie bebechów. Podobny sąd na temat jednej z ekstremalnych odmian rocka wysnuwa Mirosław Pęczak, który pisze, iż muzyka ta ma „opanowywać mózg i trzewia słuchacza” (Pęczak 1997: 70-71). Wojciech Siwak zdaje się potwierdzać powyższe tezy konstatacją, iż odbiór przekazu rockowego na koncercie ma charakter cielesny (Siwak 1993: 54).
     Obustronna ekspresja zintensyfikowanych wrażeń, wspólnota przeżyć budowana na sprzężeniu zwrotnym, potęgują zbiorowe reakcje i histeryczne zachowania na widowni oraz identyfikację z rolą wykonawców. Sprzyja to niekontrolowanym, spontanicznym wybuchom emocji, które mogą być kierowane na siebie, bądź na zewnątrz albo wywoływać trans czy powodować skrajne stany emocjonalne. Na koncertach rockowych zdarzają się owszem sytuacje niepohamowanego wyrażania uczuć, ekspresyjno-emocjonalnej ekstazy, gdy instynkty wyzwalają się, a maksymalne pobudzenie osiąga wymiar czysto fizyczny. Stąd przypadki samookaleczania się muzyków, wykonywania karkołomnych ewolucji (np. stage-diving, czyli skakanie w publiczność z wysokiej sceny), agresywnych i destrukcyjnych działań (np. demolowanie sprzętu), niekiedy też skierowanych do widzów12 (np. plucie na fanów na koncertach punkowych).
     Trzeba dodać, iż długie przebywanie w stanie przeciążenia bodźcami (oddziałującymi nota bene na niemal wszystkie zmysły odbiorców) oraz dominujący i nieustający rytm który i w rocku i w dramacie antycznym stanowi dominujący element i podstawę muzyki, prowadzi strony do wzajemnych emocjonalnych wyładowań, które są jak najbardziej pożądane, a nawet niezbędne do pełnego i całkowitego doświadczenia koncertu czy spektaklu. To „oczyszczające” przeżycie, nie dające się odtworzyć uwspólnienie emocji, to właśnie rockowe „bycie razem” i antyczne katharsis.
Drugim zasadniczym podobieństwem opisywanych tu wydarzeń jest ich ludyczny, odświętny charakter i związany z tym walor masowości. W starogreckich uroczystościach teatralnych brała udział duża część społeczności, która integrowała się poprzez owo współuczestnictwo w kulcie dionizyjskim. Doświadczenie wspólnotowe pogłębiały takie elementy, jak partycypacja w odświętnych procesjach, libacjach i biesiadach, gdzie uczestnicy pochodów mieli określone stroje, charakterystyczny taniec i zachowania (np. symboliczne smarowanie twarzy wytłoczynami i osadem gron winnych). To z kolei nasuwa skojarzenia z identyfikacją subkulturową, która dokonuje się na poziomie wyglądu, zachowań i symboliki, a uwidacznia się szczególnie na tle zbiorowości na koncercie. Samo widowisko nie jest też wolne od znamion muzycznego święta dla fanów rocka i członków poszczególnych podkultur młodzieżowych (szczególnie zaś przez dostrzegalne tendencje do nadawania kultowego charakteru np. idolom, muzyce, koncertom, jako przeżyciom wspólnotowym danej subkultury). Ta doraźna wspólnota ta polega też na poczuciu pewnego wtajemniczenia13 oraz wyraźnej opozycji uczestników integrującego doświadczenia do tych, którzy pozostają „na zewnątrz”. Podczas greckich spektakli wyśmiewano i krytykowano bogatych i wpływowych, rockowa młodzież z kolei odcina się od konformistycznego świata dorosłych.

     Antyczny spektakl jest wizytówką ówczesnej kultury greckiej, tak jak rockowy koncert jest zjawiskiem reprezentatywnym dla dzisiejszych subkultur. Wydarzenia te odciskają niezatarte piętno na wizerunku kultury antycznej i pejzażu aktualnego krajobrazu subkluturowego, w których występują i mają znaczny wpływ na ich ostateczny kształt.

     A więc, czy dzisiejsze koncerty muzyki rockowej są choć częściowo podobne do starogreckiego teatru, czy te dwie matryce pokrywają się chociaż w paru punktach? Czyż nie są odpowiedzią na te same potrzeby katarktyczne, religijne, estetyczne, samoekspresji, przynależności, czyż nie pełnią podobnych funkcji integracyjnych, tożsamościowych, rytualnych i mistycznych? Czy pradawny Grek oddający kult Dionizosowi nie jest w pewnym sensie praprzodkiem dzisiejszego rockowca wpatrzonego w swego scenicznego idola, a jego upojeni współbiesiadnicy czy nie mogli by być poprzednikami młodych, długowłosych, kolegów tamtego, eksperymentujących z alkoholem, narkotykami i hałaśliwą, ciężką muzyką? Może w końcu, współczesny wielki festiwal rockowy to odpowiednik widowiska antycznego, gdzie skwierczące, dymiące i roztaczające zapachy ołtarze ofiarne zza sceny zastąpione są przez obecne wokół przestrzeni koncertu stoiska z wonnymi grillami; gdzie bakchiczny trans zamienia się w popisowe wymachiwanie włosami? A może, humorystyczna pointa, iż prastary, półnagi Dionizos to ówczesny zniszczony Mister Rock`n`roll w długich włosach i wytartych dżinsach, nie jest do końca żartem? I nawet, jeśli odpowiedź na te pytania jest przecząca, to i tak warto było je postawić.






Bibliografia:

Dorobek A. (2001) Rock - problemy, sylwetki, konteksty. Bydgoszcz.
Kocur M. (2001) Teatr antyczny Grecji. Wrocław.
Pęczak M. (1997) Ciemny przepływ energii. Polityka 15, 70-71.
Siwak W. (1993) Estetyka rocka. Warszawa.
Winniczuk L. (1983) Ludzie, zwyczaje i obyczaje starożytnej Grecji i Rzymu. Warszawa.




1 W pracy tej będzie rozpatrywany jedynie starożytny teatr grecki (z pominięciem rzymskiego). Nie będzie również brane pod uwagę rozgraniczenie na komedię i tragedię (tak wówczas doniosłe), te gatunki dramatyczne potraktowane zostaną jako równorzędne formy teatru.
2 Umasowienie teatru na największą skalę nastąpiło w Grecji hellenistycznej, gdy przedstawienia utraciły swój pierwotny wymiar religijny i związek z kultowymi uroczystościami, a stały się rozrywką dostępną szerokim masom. Koncerty rockowe, przez swą dostępność i komercjalizację, również są jedną z najpopularniejszych form rozrywek młodzieży (jak też ważnym źródłem wartości estetycznych z jakimi ma okazję obcować nastolatek).
3 Co sugeruje Lidia Winniczuk (Winniczuk 1983: 529).
4 Wielkie obiekty koncertowe są dodatkowo wyposażone w sektory siedzące wznoszące się ponad estradą, co umożliwia oglądanie zdarzeń zachodzących na niej samej, jak i na widowni, czyli w przestrzeni przed nią. Takie rozwiązanie architektoniczne pozwala więc na udział w koncercie i oglądanie go z pozycji uczestnika (z płyty) oraz obserwatora (z sektora siedzącego).
5 Jak również wykonywać bardzo popularny na koncertach tej muzyki tzw. stage-diving, to jest skoki ze sceny w publiczność.
6 W świecie rocka niedopuszczalne są sytuacje definiowane jako nieautentyczne, czyli np. wykonywanie repertuaru tworzonego przez kompozytorów spoza zespołu czy granie koncertów z playbacku. Te praktyki, powszechnie stosowane w muzyce pop, są potępiane przez rockowców i często wręcz dyskwalifikują owych rywali na „prawdziwej scenie muzycznej”.
7 Na koncertach rockowych gesty pełnią prócz ekspresyjnych także inne ważne funkcje – są symbolami, hasłami (np. znak pokoju, szatana). Tutaj też doniosłą rolę pełni mimika (którą w antyku zastępowała maska).
8 O ile muzycy rockowi zazwyczaj inicjują i finalizują te okropieństwa na estradzie, przed zgromadzonymi, to greccy aktorzy publiczności demonstrowali jedynie efekt mordu czy samookaleczenia, sam akt odbywał się natomiast za budowlą skene, czyli jeszcze w przestrzeni świątyni Dionizosa, ale już nie na oczach ludu. Wszelkie krwawe czynności dokonywały się bowiem w sferze zdarzeń ostatecznych, misteryjnych, dostępnej tylko dla aktora-„kapłana” dionizyjskiego teatru.
9 Chodzi tu jedynie o kobiety pełniące funkcje niemych „statystek”, bo tylko te miały prawo występowania na greckiej scenie, a i często spotykane są na koncertach rockowych, jako uczestniczki obrzędów, orgii czy tancerki (dla nadania seksualnej, czasem pornograficznej wymowy spektaklu). Kobiety-rockmanki, które są znikomą mniejszością w męskim światku „mocnego grania” stanowią odrębne zagadnienie, które nie będzie tu poruszane.
10 Te obecnie „uatrakcyjniają” krwawą scenografię death- czy blackmetalowych koncertów już tylko w formie rozpłatanych tusz i zakrwawionych łbów (których dalsza destrukcja siekierą czy piłą elektryczną bywa finalnym punktem satanistycznego performance`u, np. grupy Mayhem).
11 Podaję za: (Kocur 2001:57).
12 Jednakże agresja muzyków na koncertach rockowych zwykle nie jest zamierzoną przemocą, ale środkiem artystycznej ekspresji (skądinąd ogólnie nie jest postrzegana jako coś złego, wręcz przeciwnie, znów dowodzi owej autentyczności) i rzadko kiedy jest skierowana na publiczność; zwykle jej celem nie jest wyrządzenie krzywdy, ale wyładowanie silnych emocji i demonstracja tożsamości muzycznej czy subkulturowej.
13 Znajomość treści dramatu czy repertuaru muzycznego zdecydowanie sprzyja głębszym doznaniom i poczuciu „swojskości” oraz bezpośredniego związku z całą sytuacją.

ZIMA 2005


publicystyka  strona główna

wędrowiec © dziennikarze wędrowni