wiosna'05
str. 1



publicystyka  strona główna


Między translacją a niewspółmiernością

zuzanna morawiecka


      Teoretycy w różny sposób definiują przekład, jednak większość zgadza się co do tego, że nie jest to po prostu operacja polegająca na transkodowaniu tekstu z języka oryginału na język odbiorców przekładu1. Pojęcie języka należy tu ograniczyć do zjawiska języków naturalnych2, w innych bowiem przypadkach mechaniczna zmiana kodu językowego rzeczywiście nie musi pociągać za sobą zmiany znaczenia przekazu. Przykład z dziedziny matematyki pokazuje, że dana liczba nie zmienia swych własności bez względu na to, czy wyrażona jest w systemie dziesiętnym, czy zerojedynkowym, a do takiego "przekładu" niepotrzebne są żadne dodatkowe czynności służące zachowaniu wartości wyrażonych w komunikacie wyjściowym. Języki naturalne miewają niezgodne systemy gramatyczne, w warstwie leksykalnej raczej nie występują absolutne ekwiwalenty3, a tłumaczenie tekstów literackich dodatkowo utrudnia nieuniknione uwikłanie w nie zawsze ujawnione explicité i nie zawsze całkowicie obecne w samym tekście uwarunkowania i szeroko pojęte konteksty kulturowe4. Sformułowana przez Olgierda Wojtasiewicza definicja uwzględnia powyższe komplikacje związane z przekładem nie tylko literackim:

"Operacja tłumaczenia tekstu a sformułowanego w języku A na język B polega na sformułowaniu tekstu b w języku B, który to tekst b wywoływałby u jego odbiorców skojarzenia takie same lub bardzo zbliżone do tych, które u odbiorców wywoływał tekst a."5

      Powstaje pytanie, czy wobec tego rodzaju uwarunkowań, biorąc pod uwagę niewspółmierności językowe i kulturowe, tłumaczenie odtwarzające taką recepcję odbiorców oryginału u odbiorców przekładu jest w ogóle możliwe. Po pierwsze trudno zgodzić się z możliwością istnienia dwóch identycznych reakcji na ten sam tekst6. Po drugie przy takim zdefiniowaniu wymagań wobec tłumacza powstaje ryzyko nadmiernej ingerencji w formę i treść pierwotnego komunikatu, a więc rozluźnienia związków między oryginalnym tekstem a produktem końcowym przekładu. Istnieją opinie podważające możliwość przekładu jako takiego. Z zaprojektowanego przez Willarda Van Ormana Quine'a modelu przekładu radykalnego, czyli sytuacji, w której obaj uczestnicy komunikacji nie dysponują wspólnym medium językowym, nawet gdy jeden z nich jest wykształconym lingwistą, wynika niemożność pełnego przekładu7, bowiem

"Nie może być żadnych wątpliwości, że konkurencyjne systemy hipotez analitycznych mogą pasować w doskonały sposób do całości dyspozycji zachowań werbalnych, a mimo to wskazywać na wzajemnie niezgodneprzekłady niezliczonych zdań, które nie poddają się niezależnemu sprawdzaniu."8

Wtedy zachodzi możliwość "całkowitego błędu"9co do intencji i komunikatu rozmówcy oraz percepcji całej rzeczywistości.       Tezę tę krytykuje Donald Davidson uważając, że tego, co jest całkowicie nieprzekładalne, nie można uznać za zachowanie językowe10 Opierając się na przykładzie odwrotnym – gdy obaj rozmówcy posługują się tym samym językiem, wykazuje nieuniknione niewspółmierności wynikające z zachodzącego w umysłach interlokutorów zjawiska "radykalnej interpretacji"11 odbieranych przekazów. Sytuację tłumaczenia rozciąga więc na struktury metajęzykowe i podważa możliwość ich przekładu.12       Aby złagodzić wymowę swych teorii, obaj myśliciele podają sposoby przynajmniej częściowego pokonania barier nieprzekładalności; Quine proponuje przyjęcie "zasady życzliwości"13 wobec nadawcy komunikatu, natomiast Davidson pisze tak:

"przekład możliwy jest dzięki temu, że możemy a priori odrzucić ewentualność totalnej pomyłki. Nie może być poprawna taka teoria przekładu, która skłania człowieka do uznawania bardzo wielu fałszywych zdań: ogólnie musi być tak, że dane zdanie jest prawdziwe, gdy ktoś uzna je za prawdziwe"14

      Mniej radykalne stanowiska filozoficzne dopuszczają możliwość częściowej przekładalności języków, schematów pojęciowych i światopoglądów15. Alasdair MacIntyre twierdzi, że niemożliwa jest zarówno całkowita nieprzekładalność, jak i całkowita przekładalność języków, bowiem:

"uznanie nieprzekładalności nie pociąga za sobą uznania jakichś koniecznych granic dla rozumienia [obu języków]. I odwrotnie, jeżeli rozumiemy całkowicie to, co jest wypowiadane w jakimś języku, innym od naszego, nie pociąga to za sobą tego, że potrafimy przełożyć to, co rozumiemy."16

W myśl tej teorii przekład w obrębie wzajemnie niewspółmiernych struktur wiąże się zawsze z utratą bądź modyfikacją znaczenia pierwotnego komunikatu, co jednak nie oznacza, że przekład nie jest w ogóle możliwy.

Postulat dążenia do maksymalnej wierności przekładu narzuca taką postawę tłumacza, który by sprostać tak trudnemu zadaniu, powinien stać się "przezroczysty"; niezależnie od tego, czy przekłada żywe słowo, czy pisany tekst, jego pośrednictwo powinno być na tyle dyskretne, by zarówno nadawca, jak i odbiorca mieli szansę zapomnienia o jego istnieniu. Każdy przejaw indywidualności tłumacza może świadczyć o mniejszej lub większej, nie zawsze świadomej manipulacji komunikatem. Nawet jeśli nie następuje zmiana znaczenia podstawowego przekazu, ujawnienie stosunku tłumacza do tekstu – nieistotne czy o charakterze pozytywnym, czy pejoratywnym – jest nieuprawnioną ingerencją, a więc zakłóceniem odbioru. Czyli osobisty stosunek tłumacza do przekazywanego przezeń komunikatu nie powinien znajdować odzwierciedlenia w jego pracy.17
      Przystępując do pracy tłumacz bierze na siebie odpowiedzialność18 za myśl i słowo autora oryginalnego tekstu, a także za dalsze funkcjonowanie tego przekazu w odmiennych warunkach. Wadliwość przekładu pociąga za sobą zniekształcony odbiór, niezgodne z pierwotnym komunikatem wnioski, co w zależności od rodzaju i wagi merytorycznej tekstu może powodować dalsze nieprzewidziane przesunięcia i deformacje założeń autora.
      Aby tego uniknąć, paradoksalnie, niezbędny jest udział interpretacji, która przez wielu19 teoretyków i praktyków przekładu uznawana jest, obok zrozumienia i transpozycji oryginału na język przekładu20, za jedno z podstawowych narzędzi używanych symultanicznie21 w trakcie całego procesu przekładu. Krzysztof Hejwowski twierdzi, że

"tłumaczenie nie jest operacją na tekstach ani na językach, lecz na umysłach" 22.

Należy sprecyzować, że w tym ujęciu

"interpretacja jest w znacznie większym stopniu sprawą percepcji, niż kreacji" 23.

Każde inne rozumienie tego pojęcia zastosowane w trakcie tłumaczenia może zaowocować błędami translatorskimi polegającymi na zubożeniu bądź wzbogaceniu tekstu przekładu o elementy nieobecne w oryginale, co skutkuje nieprzewidzianą w pierwotnym komunikacie transformacją treści lub formy ostatecznego produktu procesu przekładu24.
      Analiza i interpretacja tłumaczonego tekstu pozwala na przynajmniej częściowe pokonanie problemów wynikających z i niewspółmierności i nieprzekładalności25, której przyczyny mogą leżeć albo w różnicach gramatyczno-leksykalnych obu języków, albo w rozbieżnościach kontekstów kulturowych i odmienności środowiska naturalnego. W tych przypadkach tłumacz zmuszony jest do ingerencji26 w tekst: albo dodając komentarz w postaci przypisów27, albo bezpośrednio dostosowując formę przekazu do warunków odbiorcy.

Część powyższych zagadnień spróbuję zilustrować konkretnymi przykładami moich własnych tłumaczeń krótkich opowiadań południowoafrykańskich pisarzy Jana Rabiego i Martina Versvelda pisanych w afrikaans.
      Języki germańskie dążą w swej ewolucji do uproszczeń28. Afrikaans jest najmłodszym w tej grupie, a więc posiada najbardziej zredukowaną gramatykę. Ta prostota formy pozwala na bardzo szybką, oszczędną i precyzyjną komunikację, daje możliwość omijania w łatwy i logiczny sposób zbędnych konstrukcji retorycznych. Jednak to, co w afrikaans jest naturalne, dosłownie przełożone na polski może zabrzmieć zbyt surowo; język literacki, w skrajnych przypadkach, staje się niewyszukany, niejednokrotnie nie do końca zrozumiały. Tłumaczenie trzeba więc "wzbogacić" leksykalnie i gramatycznie, by zachować zgodny z odbiorem oryginalnego tekstu poziom stylistyczny. Skala ingerencji w tekst jest w tym przypadku zależna jedynie od indywidualnego wyczucia i preferencji językowych tłumacza.
      Jednym z przejawów niewspółmierności języków jest przypadek konfliktu wynikającego z różnicy stopnia skomplikowania struktur gramatycznych – w języku afrikaans nie istnieje podział osobowych rodzajów gramatycznych na żeński i męski, podczas gdy w polskim podział ten wynika z samej budowy rzeczownika. W opowiadaniu "Ropucha i księżyc"29 ("Die padda en die maan") ropucha – die padda jest samcem szaleńczo zakochanym w reprezentującym pierwiastek żeński księżycu – die maan. W języku polskim stosowanie końcówek gramatycznych odpowiednich dla rodzaju męskiego wobec rzeczownika rodzaju żeńskiego i odwrotnie - brzmi sztucznie, jednak zarówno utworzenie alternatywnych tworów leksykalnych spełniających wymogi polskiej gramatyki, jak i zamiana ról – żeńska ropucha próbuje zdobyć wzajemną miłość męskiego księżyca – byłoby zbyt głęboką ingerencją w sferę merytoryczną opowiadania. Można było zamienić ropuchę na ropucha, a księżyc na lunę, jednak u polskiego czytelnika mogłoby to przywołać konotacje niezgodne z treścią opowiadania. Dlatego zdecydowałam się rozwiązać tę niezgodność norm językowych za pomocą komentarza w przypisach. Przez ten brak korekty gramatycznej w tekście podstawowym powstała dodatkowa, nieprzewidziana przez autora, warstwa obecnej w opowiadaniu wielopłaszczyznowej groteski. Tak więc na przykład czytamy:

"Ropucha wykrzywił miłośnie swoje wielkie usta, lecz choć księżyc uśmiechała się do niego promiennie, pozostała bez ruchu."30

      Czasem przekład pozbawia poszczególne wypowiedzenia gładkości stylu. Ze względu na brak zgodnych struktur gramatycznych obu języków tłumacz, nie chcąc zbyt drastycznie ingerować w tekst, zmuszony jest w niektórych zdaniach zaburzyć pierwotny rytm słów i pozbawić je poetyckiego wdzięku. Na przykład, w tym samym opowiadaniu, zdanie w afrikaans:

"Maar nie eens die heel lelikste padda kan uitsluitlik op die bodem van duisternis lewe nie"31

brzmi lekko, rytmicznie i poetycko, podczas gdy tłumaczenie:

"Lecz nawet najbrzydsza ropucha nie potrafi żyć przez cały czas na dnie ciemności"

w porównaniu z oryginałem jest niezgrabne, "chropawe" i wręcz banalne. Jeśli nie da się takiego efektu uniknąć, by nie pozbawić całego tekstu polotu, można dla równowagi, jeśli możliwe jest uniknięcie przy tym przekłamania, wzbogacić metaforykę w innym miejscu. Zdanie:

"... die padda heeltemal uitgeput moes uitkruip op die oewer waar die modder koel en sag teen sy wreed-skoppende bors was."

nie odbiega poziomem literackim od stylistyki całego tekstu. Znowu syntagmatyczne32 tłumaczenie ujęłoby mu trochę urody; brzmiałoby to tak:

"... ropucha zupełnie wyczerpany musiał wypełznąć na brzeg, gdzie dla jego wściekle łomoczącej piersi błoto było chłodne i miękkie."

W tym wypadku drobna kosmetyka stylistyczna nie wypacza myśli autora, a pozwala wyrównać wymuszone przekładem spłycenia innych fragmentów. Ostatecznie moje tłumaczenie tego zdania jest takie:

"... ropucha krańcowo wyczerpany musiał wypełznąć na brzeg, by w chłodnym i miękkim błocie ostudzić swą szalejącą pierś."

Taka operacja wymaga zdania się na intuicję i wyczucie stylistyczne, wiąże się z dużym ryzykiem manipulacji tekstem – a więc i odbiorcą, ale wykonana umiejętnie sprawić może, że przekład dotyczy nie tylko treści komunikatu, lecz także i jego formy.
      Tłumaczenie może zdeformować nie tylko metaforykę tekstu. Zdarzają się fragmenty zupełnie prozaiczne, w których na potrzeby przekładu, ze względów czysto gramatycznych, trzeba jakiś element dodać lub usunąć. W opowiadaniu "Miejsce dla jednego"33 ("Plek vir een") pojawia się sformułowanie "spierwit-bemoude pols", które przetłumaczyłam jako "nadgarstek otoczony śnieżnobiałym mankietem", chociaż dosłownie należałoby utworzyć neologizm w rodzaju: "śnieżnobiałoumankiecony nadgarstek", lub "nadgarstek umankiecony śnieżną bielą" – nie jest jasne, czy słowo "spierwit" występuje w funkcji rzeczownikowej, czy przymiotnikowej. Jakkolwiek by nie wybrać, brzmiałoby to po polsku dziwnie, a nie taki był zamysł autora. Zdarza się również odwrotnie: że aby nie znużyć odbiorcy żmudnym tłumaczeniem, zdanie można przełożyć szybciej, krócej i prościej:

"... hou sy eie gelaatstrekke versigtig styf en leeg van uitdrukking" 34

znaczy dosłownie:

"... ostrożnie usztywnia i pozbawia wyrazu swoje własne rysy twarzy"

co jednak, w kontekście całego opowiadania, można przełożyć po prostu:

"... stara się swoją mimiką nie wyrażać nic"

      W tym samym tekście pojawia się jeszcze inny przykład, w którym ingerencję tłumacza na płaszczyźnie językowej uważam za uprawnioną, mimo iż w języku docelowym istnieje adekwatne słowo. Rozdrażniony konduktor, chcąc usunąć nadprogramowych pasażerów z pękającego w szwach autobusu, krzyczy "Af!"35, co znaczy po prostu "precz". Czysto semantycznie takie tłumaczenie byłoby dopuszczalne, jednak przestrzeń kontekstowa tych słów nie do końca się zgadza. "Precz" należy już do języka raczej bardziej wyszukanego i w akcji opowiadania zabrzmiałoby wręcz "operetkowo", podczas gdy "af" jest kolokwialne. "Af" można powiedzieć do psa. Dlatego zdecydowałam się w tłumaczeniu użyć słowa "won".
      Innej natury są problemy translatorskie związane z płaszczyzną pozajęzykową – wynikające z niewspólmierności sfer środowiska naturalnego. Natrafiając w tekście na odwołania do zjawisk zupełnie zwyczajnych dla odbiorców funkcjonujących w środowisku autora, a dla odbiorców przekładu całkowicie obcych, tłumacz staje przed dylematem: w jaki sposób pogodzić przybliżenie swojemu odbiorcy świata przedstawionego w tekście z zasadą nieingerencji i wierności przekładu. W opowiadaniu Martina Versfelda "Dynia"36 ("Die pampoen"), bohater spożywa galjoena37. Jest to pospolita ryba z gatunku Coracinus capensis, która jednak na polskich stołach raczej się nie pojawia. Najprościej byłoby przetłumaczyć ją jako "rybę", bez podania nazwy – wtedy uniknęłoby się nieplanowego zadziwienia odbiorcy. Jednak byłoby to tłumaczenie niepełne. Również zamiana galjoena na dobrze znaną u nas flądrę byłoby nadużyciem – wszakże w tekście podano konkretną nazwę. Dlatego, po zastosowaniu techniki "egzotyzacji"38, w przekładzie pozostał galjun w polskiej pisowni, z wyjaśniającym przypisem.
      Czasem jednak tłumacz, celem uniknięcia błędu wprowadzenia nadmiernej ilości paratekstu39 (różnego rodzaju objaśnień), co powodować może niepotrzebne zamieszanie i zagęszczenie dodatkowych informacji, decyduje się na technikę "udomowienia"40, czyli "oswojenia" obcych nazw. W tym samym tekście "swarthoutbos"41, czyli las z niewystępujących w naszym klimacie drzew "swarthoutboom", stał się po prostu "czarnym lasem"42
      Podobnej natury kłopoty sprawiają niezgodności kontekstów kulturowych43. Jeżeli dostosowanie nie wymaga drastycznej zmiany, w przypadku przekładów literackich, łatwiejsze w odbiorze są tłumaczenia nie naszpikowane zbyt wielką ilością przypisów. Zwrot (czysto językowy w tym wypadku) "dominee"44, czyli "pastorze" można chyba z czystym sumieniem zastąpić naszym skolokwializowanym "proszę księdza".
      Napotykając odwołania do szerokich zjawisk zupełnie nieznanych, znanych tylko częściowo lub błędnie, a bez zrozumienia których tekst traci komunikatywność, jedynym rozwiązaniem jest załączenie wyjaśnienia w formie przypisu. Jednak zdarza się, że zjawisko takie zostało umieszczone w tekście w ten sposób, że odbiorca ma szansę samodzielnego odgadnięcia jego natury. Jan Rabie w opowiadaniu "Susza"45 ("Droogte") przywołuje Ngoma – tradycyjny taniec żniwny, a także taniec czarownika ludów Bantu w sposób nie wymagający objaśnienia w tekście:

"Sto lat temu jego przodkowie zbierali ciemne żniwa swoimi włóczniami i żądza czarnego słońca wypełniała ich kończyny, schwytane w tańcu Ngoma."46

      Natomiast użycie przez autora zapożyczeń z języków obcych nie zawsze daje tłumaczowi możliwość pozostawienia ich bez komentarza. W tym samym opowiadaniu, opisując relacje między czarnym robotnikiem, a białym pracodawcą, Rabie używa pochodzącego z języka bantu słowa "Inkoos" 47 oznaczającego "pana", "szefa". Obecność tego zapożyczenia, zrozumiałego dla odbiorców posługujących się językiem afrikaans, ma znaczenie merytoryczne dla całego opowiadania, dlatego przekład w tym przypadku musiał się ograniczyć do przypisu.
      Nieraz jednak zapożyczenie nie wymaga komentarza – jest zrozumiałe dla użytkowników obu języków, za to autor zachowując brzmienie obcego słowa dostosował jego pisownię do własnej ortografii – wtedy tłumacz zmuszony jest zrobić to samo. Przykładem może być tutaj zabieg zastosowany w przywołanym wyżej opowiadaniu Martina Versfelda "Dynia"48. Angielskie słowo "nevermind" zostało zacytowane fonetycznie jako "newwermaaind"49, więc konsekwentnie w polskim tłumaczeniu, w wyniku transliteracji, powstało "newermajnd".

Każdy tekst niesie ze sobą inne, specyficzne trudności. Przekład nigdy nie jest dosłowny – poprzez nieuniknione konflikty niewspółmiernych struktur komunikacyjnych, nawet zakładając doskonałą biegłość tłumacza w odczytywaniu czynników językowych i kulturowych obu wspólnot, zawsze dochodzi do zmian formalnych pierwotnego komunikatu. Najważniejszym, w tej sytuacji, zadaniem tłumacza byłoby możliwe zminimalizowanie tych transformacji oraz dbałość o zachowanie niezmienionej treści.
      Przywołane na wstępie tezy filozoficzne odwołują się do dwóch skrajnych przykładów: Quine'owski model przekładu radykalnego zupełnie pozbawia tłumacza znajomości języka przekładu, natomiast Davidsonowska wizja udziela mu jej całkowicie. W praktyce translatorskiej raczej nie spotyka się żadnej z tych sytuacji – idealny tłumacz powinien równie sprawnie posługiwać się językiem przekładu jak i oryginału, jednak zazwyczaj znajomość języka docelowego jest większa. Poza tym operacja tłumaczenia najczęściej obejmuje dwa języki, a nie jeden. Mimo to, w połączeniu z elementami teorii przekładu, przytoczone teorie filozoficzne w sposób zadowalający pozwalają wyjaśnić naturę i usystematyzować zjawiska determinujące procesy przekładu. Jak twierdzi Wojciech Kalaga,

"o praktyce można mówić jako o źródle lub skutku teorii"50.

Oba podejścia badawcze, aprioryczne i aposterioryczne, spośród których jedno ma swe źródło w teorii, a drugie wyrasta z praktyki, rozpoznają te same problemy i wzajemnie uzupełniają się w dążeniu do ich rozwiązania.


Źródła
1.Chmielewski Adam, Niewspółmierność, nieprzekładalność, konflikt. Relatywizm we współczesnej filozofii analitycznej, Wrocław 1997.
2.Hejwowski Krzysztof, Kognitywno-komunikacyjna teoria przekładu, Warszawa 2004.
3.Kalaga Wojciech, Efekt teorii: przekład – interpretacja – etyka, w: przekład artystyczny a współczesne teorie translatologiczne, Katowice 1998.
4.Koch Jerzy, Die tuiskoms, Suid-Afrikaanse verhale vir Poolse Studente verwerk deur Jerzy Koch.
5.Maria Krysztofiak, Przekład literacki we współczesnej translatoryce, Poznań 1996.
6.Rabie Jan, Versamelverhale, Kaapstad – Pretoria – Johannesburg, 1980.
7.Wojtasiewicz Olgierd, Wstęp do teorii tłumaczenia, Warszawa 1996.



 1 por. Krzysztof Hejwowski, Kognitywno-komunikacyjna teoria przekładu, Warszawa 2004, pp.17; 29
 2 Olgierd Wojtasiewicz, Wstęp do teorii tłumaczenia,Warszawa 1996, p.14: "Języki naturalne wytworzyły się samorzutnie i ewolucyjnie, służą do obsługiwania ogólnych potrzeb porozumiewania się w obrębie grup etnicznych (narody, narodowości) i przynajmniej w początkowych okresach swego rozwoju wykazują ścisły związek z mową (chodzi tu o te języki graficzne, które z biegiem czasu z różnych przyczyn odrywały się od języków fonetycznych, jak chiński styl tzw. literacki, czyli wen-jen, łacina średniowieczna itp.)".
 3 Adam Chmielewski w myśl filozofii relatywistycznej podkreśla "zależność znaczeń słów od języka, w którym one występują, i niemożność – całkowitą lub częściową – oddawania znaczeń terminów jednego języka za pomocą innych języków", Adam Chmielewski, Niewspółmierność, nieprzekładalność, konflikt. Relatywizm we współczesnej filozofii analitycznej, Wrocław 1997, p.50.
 4 Maria Krysztofiak precyzuje to zagadnienie w następujący sposób: "Potencjał znaczeniowy tekstu literackiego zainstalowany na różnych poziomach dzieła literackiego, a także w dużej mierze w kontekście poza dziełem, powinien przez tłumacza zostać określony przed podjęciem procesu tłumaczenia. Sprecyzowanie sensu następuje w trakcie analiz związków dzieła z otoczeniem, sytuacją, epoką itp.", Maria Krysztofiak, Przekład literacki we współczesnej translatoryce, Poznań 1996, p.44.
 5 Olgierd Wojtasiewicz, op.cit., p.22.
 6 Sam Wojtasiewicz przyznaje, że "nawet jeden i ten sam tekst (w jednym i tym samym języku) wywołuje różne reakcje u różnych osób", a nawet "u tej samej osoby wywołuje różne reakcje w różnych momentach", więc "każdy zespół skojarzeń powstających u odbiorcy pod wpływem danego tekstu jest zjawiskiem niepowtarzalnym"., op.cit., p.17.
 7 "Zdania przekładalne wprost, to znaczy przekładalne przy użyciu niezależnych danych z sytuacji bodźcowych, są bardzo rzadkie i z konieczności muszą implikować bardzo poważne niedookreślenie hipotez, na których opiera się przekład wszystkich innych zdań.", W. Van Orman Quine, Word and Object, The MIT Press, Cambridge, Massachussets 1960, p.72, za: Adam Chmielewski, op.cit., p.213.
 8 ibidem.
 9 por. Adam Chmielewski, op.cit., p.237.
 10 por. ibidem.
 11 "Ci, którzy mówią tym samym językiem, mogą posługiwać się nim opierając się na założeniach, że w ich przypadku te same wyrażenia winny być interpretowane w ten sam sposób, ale założenie to nie wskazuje, czym należałoby je uzasadnić. Wszelkie rozumienie mowy innych ludzi pociąga za sobą radykalną interpretację.", D. Davidson, Radical Interpretation, [w:] Inquiries to into Truth and Interpretation, Clarendon Press, Oxford 1984, p. 125, za: Adam Chmielewski, op.cit., p.216.
 12 Komentując teorię istnienia odmiennych, nieprzekładalnych schematów pojęciowych, Davidson pisze: "Pytanie, czy jest to kryterium użyteczne, jest pytaniem o to, czy potrafimy zrozumieć pojęcie prawdy odniesione do języka, niezależnie od pojęcia przekładalności. Według mnie odpowiedź brzmi, że nie jesteśmy go w stanie zrozumieć niezależnie od pojęcia przekładalności.", Donald Davidson, op.cit., p.194, za: Adam Chmielewski, op.cit., p.237.
 13 Chmielewski tłumaczy to tak: Zasada życzliwości nie jest czymś, co możemy sobie wybrać lub nie, jest bowiem ona na nas wymuszana przez okoliczności i potrzeby naszej komunikacji; jeśli bowiem chcemy rozumieć innych, musimy uznawać, że generalnie mówią prawdę, kiedy mówią to, co mówią.", op.cit., pp.235-236.
 14 Donald Davidson, op.cit., pp. 168-169, za: Adam Chmielewski, op.cit., p.239.
 15 Thomas Nagel nie odmawia miana "prawdziwości" odmiennym, nawet potencjalnie niezrozumiałym schematom pojęciowym, językom i koncepcjom świata, które nie dają się wyrazić w ramach innych struktur językowych. Por. Adam Chmielewski, op.cit., pp.249-250.
 16 Alasdair MacIntyre, Relativism, Power and Philosophy, p.393, za: Adam Chmielewski, op.cit., p.287.
 17 Przeciwnicy postulowanej tu postawy dystansu wobec tłumaczonego tekstu, tak jak Krzysztof Krzeczkowski, "uważają, że pełna identyfikacja tłumacza z przekładanym dziełem świadczy o właściwym poczuciu odpowiedzialności i stwarza możliwość w pełni satysfakcjonującego przekładu", Maria Krysztofiak, op.cit., p.48.
 18 Wojciech Kalaga, traktując interpretację "jako działalność warunkującą przekład" rozpatruje pracę tłumacza w kategoriach etycznych. Zob. Wojciech Kalaga, Efekt teorii: przekład – interpretacja – etyka, w: przekład artystyczny a współczesne teorie translatologiczne, Katowice 1998, pp. 25,26.
 19 między innymi Stanisław Barańczak, Gideon Toury, Jiři Levý, Friedmar Apel, Hans-Georg Gadamer, Maria Krysztofiak, Wojciech Kalaga, Ernst-August Gutt, Krzysztof Hejwowski.
 20 Jiři Levý traktuje te procesy jako trzy równorzędne fazy pracy tłumacza. Por. Maria Krysztofiak, op.cit., p. 44
 21 por. Krzysztof Hejwowski, op.cit., p.55.
 22 ibidem, p.48, uzasadnia to między innymi tym, że "tłumacz stara się zrekonstruować możliwie jak największą część bazy kognitywnej nadawcy tekstu", ibidem, p.55.
 23 Wojciech Kalaga, op.cit., p.29. Jak rówież: "Rozumienie i interpretację należy tu rozumieć <...> jako dwa aspekty jednego procesu poznawczego.<...> Interpretacja umożliwia rozumienie, ale sama też korzysta z rozumienia.", ibidem, p.24. Pogląd ten podziela również Krzysztof Hejwowski: "interpretacja nie oznacza własnej twórczości", Krzysztof Hejwowski, op.cit., p. 145.
 24 A przecież "rolą tłumacza nie jest zmienianie autorskiej wizji, korygowanie autorskiej bazy tekstu. Wręcz przeciwnie – tłumacz ma się starać, by wszystkie "tropy", wszystkie odesłania, odwołania i aluzje były dostępne dla czytelników przekładu", Krzysztof Hejwowski, op.cit., p. 44.
 25 "Nieprzekładalność może dotyczyć pewnych wypadków szczególnych, może nawet bardzo licznych, ale dających się interpretować jako wyjątki od ogólnej zasady przekładalności z jednego języka na drugi", Olgierd Wojtasiewicz, op.cit., p.23. Pogląd ten podziela Krzysztof Hejwowski, przyznając nawet, że "o nieprzekładalności można mówić właściwie tylko wtedy, kiedy na przekład nie ma zapotrzebowania", Krzysztof Hejwowski, op.cit., p.16.
 26 "Tłumacz niejednokrotnie musi <...> zadecydować o hierarchii ważności – po to, by ustanowić dominantę, kiedy to zajść może potrzeba poświęcenia w części formalnych lub semantycznych wartości utworu", Wojciech Kalaga, op.cit., p.25.
 27 Olgierd Wojtasiewicz uznaje przypis za "najprymitywniejszą" formę objaśnienia, Wojtasiewicz, op.cit., p.61, z czym polemizuje Krzysztof Hejwowski: "Tłumacze literatury pięknej (zwłaszcza współczesnej) uważają na ogół przypisy za ostateczność, niejako za przyznanie się tłumacza do porażki w danej sytuacji tłumaczeniowej. Pokutuje teoria, że przypisy przeszkadzają w czytaniu, rozpraszają uwagę czytelnika, zamieniają powieść w podręcznik czy encyklopedię. Kiedy przypomnę sobie, z jaką uwagą chłonąłem przypisy w lekturach mojego dzieciństwa i wczesnej młodości <...> - mam pewne wątpliwości, czy powyższe obawy są uzasadnione.", Krzysztof Hejwowski, op.cit., p.148.
 28 Gocki, jako najstarszy spośród znanych języków germańskich uznawany jest za najbardziej skomplikowany, podczas gdy każdy kolejny wydaje się być prostszym od poprzedniego. Również obserwując rozwój poszczególnych języków z tej grupy można zauważyć tendencje uproszczeniowe.
 29 Jan Rabie,Versamelverhale, Kaapstad – Pretoria – Johannesburg, 1980, pp.17-18.
 30 "Die padda het sy groot mond liefderik verwring, maar hoewel die maan stralend geglim het, het sy stil en roerloos gebly.", Jan Rabie, op.cit., p.17.
 31 Jan Rabie, op.cit., p.18.
 32 polegające na automatycznym zastępowaniu poszczególnych słów lub całych fraz języka wyjściowego odpowiednio pierwszymi ekwiwalentami słownikowymi lub stereotypowo kojarzonymi zwrotami i typowymi strukturami języka docelowego – por. Krzysztof Hejwowski, op.cit., pp.49,57.
 33 Jan Rabie, op.cit., pp.41-42.
 34 ibidem, p.42.
 35 ibidem, p.41.
 36 Martin Versfeld, Die pampoen, - Tyd en dae, 1982, [w:] Jerzy Koch, Die tuiskoms, Suid-Afrikaanse verhale vir Poolse Studente verwerk deur Jerzy Koch, pp.29-30.
 37 ibidem, p.30.
 38 por. Krzysztof Hejwowski, op.cit., pp.46-47.
 39 por. ibidem, p.148.
 40 ibidem.
 41 Martin Versfeld, op.ct., p.29, swarthoutboom = Gymnosporia penduclaris.
 42 swart = czarny, hout = drewno, bos = las.
 43 "Tłumacze stosują bardzo różne metody przy rozwiązywaniu takich problemów, a toretycy przekładu próbują owe metody klasyfikować, a także oceniać ich przydatność w różnych sytuacjach.", Krzysztof Hejwowski, op.cit., p.74, czyli w przypadku tłumaczeń niewspółmierności kulturowych teoria wyrasta z praktyki.
 44 ibidem, p.29.
 45 Jan Rabie, op.cit., pp.33-35.
 46 ibidem, p.33.
 47 ibidem, p.35.
 48 Martin Versfeld, op.cit., pp.29-30
 49 ibidem, p.30
 50 Wojciech Kalaga, op.cit., p.23

WIOSNA 2005  str. 1

wędrowiec © dziennikarze wędrowni