wiosna'05
str. 1



reportaże  strona główna


debiut

Wiejski harem

katarzyna hermanowicz




     W domu Ziętków z każdej ściany, szafy, zza stołu patrzą trochę zdziwione twarze, nieruchome oczy.
     Są naturalnej wielkości. Najwyższa mierzy ponad 186 cm.
     - Przyszła kiedyś znajoma i mówi: „Nie wiedziałam, że masz gości”. ,,Niektórzy jak nie dotkną, to nie uwierzą” – o pracach pana Bogdana mówi jego żona Agnieszka.



     Pierwsza była Ewa
     W Brzeźnicy mieszka tylko z żoną. Nie mają dzieci. Od 42 lat spod ręki pana Ziętka wychodzą same kobiety. Drewniane i malowane. Już miejsca w domu brakuje, a w komórce na podwórku ciągle rodzą się nowe piękności.
     - Mam powołanie do pięknych kobiet. Są tylko moje , a ja żyje tylko dla nich. To cały mój świat. Czuję, że one są prawdziwe. Zawsze jesteśmy razem, nigdy nie jestem sam.
     Pierwszej nadał imię Ewa. Skończył ją rzeźbić w 1960 roku.
     - Pracowałem nad nią dziesięć miesięcy. Ciężko szło, nie miałem jeszcze narzędzi, tylko siekierkę i dłutko poniemieckie.
     Dziś Ewa ma niebieską koronkową sukienkę i ten sam uśmiech co przed laty. Stoi w sypialni przy stole pod oknem. Obok niej same piękności. Jedna w balowej kreacji, druga w plażowej sukience. Na szyi sznur bursztynów, na ręku sportowy zegarek. Każda ma wieczny makijaż. Ich długie rzęsy to drobno pocięty film fotograficzny. Szczupłe dłonie zdobi staranny manicure.

     Coś o przeszłości
     Bogdan Ziętek, niewysoki, szczupły szatyn, ma 70 lat. Do tej pory wyrzeźbił z lipy przeszło 150 kobiet, w tym dziewięć naturalnej wielkości.
     Od 11 lat jest na emeryturze. Szesnaście lat pracował w kopalni w pobliskim Grochowie. Urodził się w Tłukience, wsi w krakowskiem.
     - Biednie tam było. Stary dom pod strzechą po wojnie zaczął się sypać. Przyjechaliśmy na Dolny Śląsk, ale do majętności nie doszło. Jak sześć klas skończyłem, matka powiedziała : „Butów nie masz, do szkoły nie pójdziesz”. Nie upierałem się. W domu nikt nie był uczony. Matka pisać nie umiała, czytać nauczyła ją babka, na książeczce do nabożeństwa.
     W wieku kilkunastu lat zaczął malować. Pierwszy obraz olejny namalował w 1953 roku.
     - Piękne kobiety są jak rwący potok - zaszumią, rozkochają i odchodzą. Dlatego ja swoje trzymam w domu.

     Rodzą się zimą
     Lipę na rzeźby dostaje od ludzi z Brzeźnicy. Najwięcej kobiet rodzi się zimą.
     - Potrzebna jest tylko piła motorowa, dłuta i papier ścierny. Nie mam czasu się starzeć, roboty nie brakuje.
     Nie lubi rozstawać się ze swoimi kobietami.
     - Do niedawna nie sprzedawałem rzeźb. 5 lat temu miałem wystawę w galerii w Szklarskiej Porębie.
Kiedyś z powodu braku drewna wyrzeźbił kobietę w gąbce tapicerskiej.
     Kobiety Ziętka ubierają się w sklepach z odzieżą na wagę w Ząbkowicach Śląskich. Kupione rzeczy przerabia. Czasem sam szyje.
     - Nie mogę już tyle rzeźbić, co kiedyś. Ręce cierpią.



     Wyrastają z drzewa
     Od 1984 roku pan Ziętek pisze pamiętnik.
     - Tylko o nich pisze. O moich kobietach.
     Oprócz rzeźb pan Bogdan ma na swoim koncie również obrazy.
     Tematów nie brakuje, bo wszędzie widzi piękne kobiety. Wyłaniają się nawet ze zwalonego drzewa.
     - Kiedyś zobaczyłem drzewo, z którego wyrastały głowy dziwnych postaci. Wróciłem do domu po aparat. Wiedziałem, że właśnie taki obraz chcę namalować. Tak powstały „Amory bez skrzydeł”. Pokazałem, jak dusze wychodzą z drzewa i tworzą kobiece kształty. To motyw reinkarnacji.
     Na jednym z mniejszych obrazów kobieta z parasolką spaceruje nad przepaścią.
     Maluje również obrazy związane z Chrystusem.
     -Takie sakralne rzadko maluję. Wolę lżejsze tematy. Nieszczęśliwe królewny, dobre i złe wróżki.
     Obrazy pana Ziętka zdobią nawet drzwi, szafy, bramę od garażu.

     Przychodzą we śnie
     Stryszek to jego samotnia. Ma tam organy elektryczne podłączone do głośnika starego adaptera.
     - Gram na nich wieczorami. Same ładne melodie, walce, tanga, amerykańskie przeboje sprzed lat.
     Nie rozstaje się ze swoimi kobietami nawet we śnie.
     - Moja najstarsza, Ewa, wyszła z domu i stanęła przed gankiem, oczy zamykała i otwierała. Chciała mi chyba coś powiedzieć, a może przed czymś ostrzec?
     Bogdan Ziętek ma tylko jedno zmartwienie. Co się stanie z jego kobietami, kiedy jemu przyjdzie pożegnać się ze światem?
     - Jak tylko najdą mnie takie myśli, zaraz się pocieszam, że przecież nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jakże piękne musi być życie wśród kobiet aniołów.


I Nagroda 2002

WIOSNA 2005  str. 1

wędrowiec © dziennikarze wędrowni