Dzienikarze wędrowni

Między teorią a praktyką – więzienie jako miejsce badań.

marta bernaś, tekst

filip lepkowicz, zdjęcia

Teorie ewoluują wraz z nabytą wiedzą. Wiedzy tej nie da się jednak zdobyć przez badanie przedmiotów w izolowanym środowisku. Na poziomie teorii zauważane są często nieścisłości, z którymi później muszą zmierzyć się badacze konstruując narzędzie lub starając się o kontakt z respondentem. W socjologii badacz zamiast sterylnego laboratorium dostaje do ręki żywą rzeczywistość, która nierzadko wymyka mu się spod kontroli. Chaos okazuje się jednak pozorny, trzymany w rękach świat rządzi się ustalonymi prawami. Chciałabym na podstawie swoich wspomnień z pracy w więzieniu pokazać jak dzięki własnemu doświadczeniu praktyce wypracować podstawy pracy z trudnym respondentem

Badania w instytucji totalnej - więzienie

Badania w instytucjach totalnych są rzeczą bardzo trudną. Miejsca takie skupiają w sobie duża liczbę ludzi odizolowanych na dłuższy okres czasu od reszty społeczeństwa. Pozostają oni w podobnym położeniu, a zachowanie ich jest pod całkowitą kontrolą instytucji w jakiej się znajdują. Za Goffmanem wyliczę ich rodzaje:

1 E. Goffman: Charakterystyka instytucji totalnych [w:] Symposium on Preventive and Social Psychiatry 1957, nr 15 - 17
  • powołane do opieki nad osobami niedołężnymi i nieszkodliwymi (domy starców, przytułki);
  • zakłady opieki nad osobami niezdolnymi do samodzielnego troszczenia się i niebezpiecznymi dla społeczeństwa (sanatoria przeciwgruźlicze, szpitale psychiatryczne);
  • instytucje powołane do realizacji określonych zadań technicznych mające charakter czysto instrumentalny (koszary, okręty, obozy pracy);
  • instytucje chroniące społeczeństwo przed szkodzeniem mu w sposób świadomy (więzienie, domy poprawcze);
  • instytucje dla osób, które dobrowolnie wycofały się czynnego życia na rzecz życia religijnego (opactwa, klasztory, zakony)1

Miałam do czynienia z dwoma rodzajami instytucji totalnych. Były to: więzienie i koszary. W obu tych miejscach natknęłam się wraz z grupą badawczą na podobne problemy związane z ich organizacją i funkcjonowaniem. Zakładam, że wynikają one z charakteru instytucji zaszłości jak i systemu PRLowskiego. Swoje rozważania będę opierać jedynie na instytucji więzienia (w koszarach byłam dwukrotnie, moje wnioski wynikałyby jedynie z obserwacji, liczba bezpośrednich kontaktów była zbyt mała, by móc uogólniać). Więzienia, które odwiedziłam z grupą badawczą to zarówno zakłady zamknięte jak i półotwarte i otwarte. Były to zakłady karne w : Krzywańcu, Wronkach, Potulicach, Zamościu, Piotrkowie Trybunalskim, Nowej Hucie, Wrocławiu. Grupa badawcza, którą współtworzyłam, odwiedziła ponadto Zakłady w Wołowie, Brzegu, Lublińcu, Grudziądzu, Kłodzku, Oleśnicy, Strzelcach Opolskich, Rawiczu, Sztumie. Prowadziłam także wraz z innymi studentami zajęcia we wrocławskich zakładach karnych przy ulicy Fiołkowej (półotwarte) i Kleczkowskiej.

1. Utrudniony dialog między kierownictwem a badaczem.

Załatwianie spraw z Zakładem Karnym i w Zakładzie Karnym to zadanie niezwykle trudne: nie tylko dla osadzonych tam osób lub odwiedzających ich rodzin, ale również dla badacza. Wysłanie pisma z jednostki uniwersyteckiej lub rozmowa nie gwarantowały sukcesu. Oprócz szerokiej biurokracji często zauważana jest „spychologia”, uwalnianie się od odpowiedzialności. Zazwyczaj nikt nie chce wydać pozwolenia na przeprowadzanie zajęć, albo też odwleka decyzję w czasie. Pojawiają się problemy z określeniem daty – a to w jednym tygodniu odbywa się terapia, a to odwiedziny jakiegoś notabla, który chce obejrzeć więzienie... W końcowej fazie wydania pozwolenia dyrektor lub inny odpowiedzialny kierownik wyjeżdża na urlop, bądź idzie na zwolnienienie. Sprawa przeciąga się o koleny miesiąc.

Zadziwiające jest, że często byliśmy traktowani jako wysłannicy ministerstwa lub innych służb, które miałyby ukradkiem kontrolować pracę danego zakładu. Tak działo się głównie podczas wyjazdowych zajęć i praktyk. Często już w czasie powitalnego spotkania z pracownikiem więzienia dało się odczuć brak zaufania i ukrytą w przekazie słownym obawę przed naszymi działaniami. Brak wiary w naukę i chęci poprawy sytuacji więziennictwa ukazuje zakład karny jako instytucję jedynie represyjną, a nie resocjalizacyjną. Osobiście pozostaję zwolenniczką resocjalizacji i wierzę, że może ona zaistnieć w Polsce. Już pierwsze kontakty z administracją uświadamiają ile czasu musi upłynąć, by teoretyczne założenia stały się praktyką.

Zakłady Karne wykorzystują często swą przewagę jaką jest rodzaj instytucji. Więzienie to miejsce, do którego można zabronić dostępu podrzędnemu urzędnikowi lub grupie studentów zasłaniając się przepisami bezpieczeństwa. Często dochodzą do tego usprawiedliwienia tajności i poufności , a także wypowiedzi „więzienie to nie przedszkole”. W przekonaniu społecznym charakter instytucji powinien odstraszać jednostkę przed znalezieniem się w niej. Z drugiej strony jeśli ktoś chce się w niej pojawić, powinien mieć ważny powód. W innym wypadku kontakt z administracją więzienną kończy się „na bramie”, kiedy strażnik odmawia wpuszczenia (nie dostał takiego rozkazu). Paramilitarność – podporządkowanie się przepisom - stanowi więc usprawiedliwienie dla administracji penitencjarnej.

2. Problem przedarcia się przez niechęć pracowników – ochrona i dział penitencjarny

Na personel zakładu składają się pracownicy różnych służb (przede wszystkim penitencjarnej i ochronnej, oprócz których można wymienić m.in. pracowników działów usługowych czy organizujących produkcję, o różnym statusie formalnym). Jeśli kierownictwo wyrazi zgodę na przeprowadzanie badań w zakładzie badacze trafiają pod opiekę dwóch działów – penitencjarnego i ochrony. Jak wielokrotnie już zauważyliśmy: od uprzejmości działu ochrony zależy sukces badań, a często też samopoczucie praktykantów i badacza. Odprawa \ wpuszczenie studentów na oddziały to prawdziwe „przedarcie się”. Rutynowa kontrola wchodzących polega na zdaniu w depozyt telefonów komórkowych i innych sprzętów, które mogą umożliwić więźniowi komunikowanie się ze światem zewnętrznym. Wśród wymienianych pojawiają się jeszcze: broń, gaz, środki odurzające, alkohol oraz inne niebezpieczne przedmioty. Potem następuje przeszukiwanie urządzeniem wykrywającym metale. Dopiero po takiej rutynowej kontroli byliśmy wpuszczani do Zakładu. Zdarzył się jednak incydent kontroli patologicznej: studentów obwąchiwał pies w poszukiwaniu narkotyków. Wchodzący byli poniżani i zastraszani. Takie działanie zabronione jest w stosunku do więźniów i odwiedzających ich osób. Kodeks Karny Wykonawczy nie pisze nic jednak o studentach – być może stąd taka nadgorliwość.

Narażeni byliśmy również na niewybredne żarty, czy zły humor pracowników ochrony. Zdarzały się przekleństwa i wyzwiska rzucane pod naszym adresem. Żarty – kierowane szczególnie do kobiet – związane z płcią i wyglądem. Gdyby nie profesjonalizm grupy i poczucie misji - wiele osób zrezygnowałoby z uczestnictwa w badaniach.

Problemów nastręczało również doprowadzanie skazanych na badania. „Spychologia” po raz kolejny. Czy ma się tym zająć dział ochrony, czy dział penitencjarny danego oddziału? Taka sytuacja powodowała wiele nerwów i przestój w pracy. Oczywistym jest, że wdzieraliśmy się w ustalony plan dnia więzienia i zakłócaliśmy porządek, jednak stosowanie się do rozkazów „z góry” spotykało się z różnym oddźwiękiem. Jeśli student sam nie wykazał aktywności i nie wytłumaczył panu oddziałowemu lub wychowawcy w czym rzecz (niejednokrotnie dyrekcja nie udzielała już dalszych informacji pracownikom), piętrzyły się problemy. Zaczęliśmy więc postępować tak jak więźniowie – przede wszystkim: dobre układy.

2 Wywiad jest interakcją między prowadzącym wywiad a respondentem. Ważna jest atmosfera wytworzona przez prowadzącego. Nie powinny być obecne w czasie wywiadu osoby trzecie, bowiem ich pojawienie się zaburza tok myślowy respondenta i często prowadzi do zahamowania rozmowy, lub udzielania połowicznych albo nieprawdziwych informacji. Ankieter powinien zadbać o miejsce – jeśli więźniowie mówili, że najlepiej będzie im się rozmawiać w pustej celi, to tam rozmawialiśmy. Większość wolała wywiady na dworze, ponieważ było to miejsce, gdzie, w ich mniemaniu, nikt nie mógł ich podsłuchać. Najgorzej prowadziło się wywiady w sali przesłuchań, którą z braku innych pomieszczeń w Zakładzie Karnym musieliśmy wykorzystywać jako miejsce przeprowadzania wywiadów.

Często wiedzieliśmy z góry czego możemy się spodziewać w danej instytucji – już sama typologizacja zakładów karnych na zamknięte, półotwarte i otwarte pozwalała wnioskować co się może udać a co nie. W zakładach otwartych lub półotwartych obowiązuje mniejszy reżim, co ułatwia badaczowi lub studentowi kontakt z osadzonym. Więzień nie musiał być wypuszczany z celi (mógł się poruszać się po pawilonie, był więc dostępny). Często zdarzało się nam przeprowadzanie wywiadów w celi, lub na dworze – co zmniejszało dystans i poczucie zagrożenia osadzonego. Taka sytuacja sprzyja wywiadowi i informacjom jakie uzyskuje się w jego trakcie2.

Trudniejszym zadaniem są wywiady w zakładach zamkniętych, gdzie skazani doprowadzani są do ankieterów. Zazwyczaj to od nastawienia oddziałowego lub wychowawcy zależy, czy oprócz grupy, którą musieli przyprowadzić na badania, postarają się w kolejnej turze o kogoś jeszcze i będą współpracowali z nami przez cały pobyt. Taka sytuacja dotyczy głównie spotkań wyjazdowych. Chociaż podczas stałych spotkaniach więziennych we Wrocławiu zdarzały się również, że nie zorganizowano nam grupy na dany dzień, bo ktoś „zapomniał” lub osoba zajmująca się tym nie przekazała informacji zastępcy. Musieliśmy wtedy, spod bram więziennych wracać do domu lub na uczelnie.

3. Stygmatyzująca rola więzienia

Kolejnym problemem, który bardzo utrudnia badania w instytucji totalnej jest brak wiary jej personelu w jakąkolwiek możliwość zmiany obecnego stanu rzeczy w więziennictwie. Warto przywołać tu Pawła Moczydłowskiego i jego działalność związaną z transformacją systemu penitencjarnego w polskim więziennictwie.

3 P. Moczydłowski: Więziennictwo – od systemu totalitarnego do demokratycznego. „Przegląd Więziennictwa Polskiego”. Nr 8, s. 3 - 6

4 H. Machel: Więzienie jako instytucja karna i resocjalizacyjna, s. 164

5 Art 67 par. 1, KKW z dn. 6 czerwca 1997 r. (Dz.U.Nr 90, poz. 557)

Od 1989 roku, po zmianie systemu politycznego rozpoczęto reformę systemu więziennictwa. Realizowana była ona pod hasłem „od systemu totalitarnego do demokratycznego” lub „od więzienia antyspołecznego do prospołecznego”3. O zmianach jakie zaszły pisze Henryk Machel: „polegały one na wprowadzeniu podmiotowego traktowania więźniów przez personel, zrezygnowaniu z elementów dyscypliny formalnej wśród nich, zwiększonej liberalizacji w postępowaniu z więźniami, zlikwidowaniu tzw. pracy operacyjnej, szerokiemu otwarciu się na kontakty z rodzinami w postaci stosowania intensywnej i rozległej polityki przepustkowej i sposobu realizacji widzeń z możliwością niemal dowolnego dostarczania przez osoby najbliższe wiktuałów, herbaty, papierosów, itp. Jednocześnie do więzień wprowadzono znacznie szerzej niż dotychczas praktykę posiadania przez więźniów w celach prywatnego sprzętu RTV, wideo, itp. (...)”4 Te działania z początków lat 90 rozładowały napięcia wśród więźniów . W 1998 roku, wprowadzono w życie nowy system penitencjarny nastawiony w głównej mierze na resocjalizację więźniów. Założenia z pierwszej reformy pozostały niezmienione. W Kodeksie Karnym Wykonawczym określono cel wykonywania kary, który ma „wzbudzić w skazanym wolę współdziałania w kształtowaniu jego społecznie pożądanych postaw, w szczególności poczucia odpowiedzialności oraz potrzeby przestrzegania porządku prawnego i tym samym powstrzymania się od powrotu do przestępstwa.”5 Zapisane zostało również, że dla osiągnięcia założonego celu zindywidualizowano oddziaływanie na skazanych w ramach określonych systemów oddziaływania kary oraz w różnych rodzajach i typach zakładów karnych. Funkcjonariusze sprzed 1989 roku zostali włożeni w nowe ramy systemu, który – być może dla wielu – wydawał się trudny do wyobrażenia. Jednak jako ci, którzy mają stałą styczność z osadzonymi, musieli wykonywać jego założenia.

6 B. Pabjan: Measuring the social relations: social distance in social structure – a study of prison community [w:] Acta Physica Polonica B, Nr 8., s. 2567

System zmiany zadziałał obustronnie. Zmienił się model penitencjarny, zmienili się również pensjonariusze zakładów karnych. Ich typologia uległa rozszerzeniu. Praca w więzieniu stała się bardziej niebezpieczna niż przed 1989 rokiem. Powstanie zorganizowanych grup przestępczych o podłożu mafijnym, coraz większa demoralizacja młodych powoduje, że funkcjonariusze więzienni czują się zagrożeni. W opiniach osadzonych, którzy mogą porównać odbywanie kary w dwóch systemach, dziś karę pozbawienia wolności „odsiaduje” się ciężej niż kiedyś. I nie jest to opinia związana z zachowaniem funkcjonariuszy, ale innych więźniów. Dziś prawdziwej „grypsery” nie ma. Zasady w więzieniu kształtuje obecnie system wolnorynkowy, a nie podział na gitów i festów. W czasach władzy totalitarnej wśród więźniów panowały stosunki normatywne, interes grupy i jednostki był wspólny, panowała solidarność grupowa. Obecnie prym wiodą relacje ekonomiczne, oparte na indywidualnych interesach, które są sprzeczne.6 W takim otoczeniu muszą odnaleźć się funkcjonariusze. Czy odnaleźli się? Z moich obserwacji traktowania nas – studentów, a także pracy badacza wynika, że często nawet kierownictwo Zakładu Karnego nie jest pozytywnie nastawione do zmian, które zaszły i stara się je wypełniać w minimalnym stopniu. Podejście wychowawców lub funkcjonariuszy ochrony do próby naukowego zainteresowania się losem osadzonych jest często prześmiewcze. Wielokrotnie słychać głosy: „dajcie sobie spokój”, „resocjalizacji nie ma”, „nie macie czego innego do badania”, „oni są już straceni”. Stygmatyzująca rola miejsca, w którym pracują, powoduje, że przenoszą do społeczeństwa głosy potępienia dla skazanych i brak potrzeby zajmowania się tematem więźniów. Często strażnicy i wychowawcy mówią, że to co mają więźniowie dziś to za dużo, że z reformą trochę przesadzono. Czy mają rację?

Pomimo tego, że nakazane jest podmiotowe traktowanie skazanego, zazwyczaj funkcjonariusze: ochrony i wychowawcy zwracają się do nich po nazwisku lub przezwisku, często też bezosobowo. Niektórzy funkcjonariusze nie są w stanie mówić do - w ich mniemaniu - kryminalisty per Pan. Brak nadzoru nad tym procederem prowadzi do nadużyć funkcjonariuszy względem osadzonych w postaci poniżania ich, wyśmiewania. Nadzór natomiast wywołuje frustrację zarówno u „starych” jak i „nowych” funkcjonariuszy. Przykładem może być nowoczesny Zakład Karny w Piotrkowie Trybunalskim wyposażony w kamery śledzące każdy krok funkcjonariusza i osadzonego. Jeśli funkcjonariusz podczas doprowadzania skazanego do telefonu lub na widzenie popycha go, przezywa lub źle się do niego odnosi, jest wzywany do swego przełożonego i otrzymuje naganę. Przełożony musi go upomnieć, bowiem wszystko jest nagrywane i może zostać sprawdzone.

Zwiększona liberalizacja postępowania z więźniami i zrezygnowanie z elementów dyscypliny formalnej nie sprawdza się w praktyce. Zarówno z powodu więźniów, którzy otrzymując prawa zapominają o obowiązkach, jak i z powodu zachowania funkcjonariuszy. Nie mogą już dotkliwie ukarać osadzonego za przewinienie. Jednak w prawie każdym zakładzie słychać o instytucji „dźwięków”, czyli pomieszczeniu izolatki, gdzie funkcjonariusze znęcają się nad więźniem bijąc go dotkliwie. Zazwyczaj takie represje spotykają tych, którzy za karę, np. pobicie kolegi z celi, połyk, szmuglerstwo więzienne, trafiają do izolatki na 29 dni. Również ci, którzy narażą się funkcjonariuszowi, mogą liczyć się z dotkliwą karą.

Na kontakt z rodziną składają się: widzenie, telefon, listy. Liczba widzeń w miesiącu regulowana jest odgórnie przez zakład, także przez wychowawcę pod postacią kar – zabranie widzenia, jak i nagród - dodatkowe godziny. Jednak telefony i listy regulowane są w rzeczywistości przez wychowawców lub oddziałowych. Zdarzają się przypadki przetrzymywania, lub wręcz wyrzucania listów przysłanych do osadzonych. Często otrzymują je już otwarte, bez zawartości. Zawartością są zazwyczaj karty telefoniczne przysyłane przez rodzinę. W momencie skargi, funkcjonariusze lub wychowawcy, winę zwalają na więźniów wyznaczonych do roznoszenia listów. Zazwyczaj to oni kradną, mając na to przyzwolenie wychowawcy bądź funkcjonariusza ochrony. Doprowadzanie do telefonu zależy od humoru funkcjonariusza i „łapówki” od proszącego więźnia. Jeśli funkcjonariusz ma zły dzień, lub nie lubi danego więźnia, ten może na długo zapomnieć o rozmowie telefonicznej z rodziną.

Polityka przepustkowa miała wzmocnić resocjalizację skazanego. Zazwyczaj jest nagrodą, udziela się jej na 30 godzin. W tym czasie osadzony powinien spędzić czas z rodziną, tym samym powrócić do życia poza zakładem karnym i traktować przepustkę jako kredyt zaufania udzielony osadzonemu przez zakład karny. Takie postępowanie ma wzmocnić resocjalizację. Jednak obecnie przepustkę można kupić. W więzieniu wolnorynkowym, gdzie prym wiodą pieniądze, czasowe wyjście na wolność jest możliwe przez przekupienie strażnika lub wychowawcy. Zazwyczaj „kupowane” są wnioski nagrodowe. Za kilkanaście wniosków nagrodowych, które liczą się jako dobre zachowanie więźnia, można wyjść na przepustkę. Takim procederem parają się zarówno oddziałowi jak i wychowawcy. Wolnorynkowość więzienna przeszła z więźniów również na pracowników zakładu karnego. System ukształtował rodzaj prowadzonych przez funkcjonariuszy działań.

7 Art. 110 par.2 KKW z dn. 6 czerwca 1997 r. (Dz.U.Nr 90, poz. 557)

Art 110 paragraf 2 kkw mówi „Dyrektor zakładu karnego może zezwolić skazanemu na posiadanie w celi sprzętu audiowizualnego, komputerowego oraz innych przedmiotów, w tym także podnoszących estetykę pomieszczenia lub będących wyrazem kulturalnych zainteresowań skazanego, jeżeli posiadanie tych przedmiotów nie narusza zasad porządku i bezpieczeństwa obowiązujących w zakładzie karnym.”7 Posiadanie prywatnego sprzętu RTV, wideo itp w rzeczywistości zależy od humoru dyrekcji lub osoby wydającej z magazynu sprzęty. Nie sprawdzone jest jak posiadanie wideo, odbiornika TV lub satelitarnego wpływa na resocjalizację, jednak głosy zwolenników, że sprzęty takie pozwalają im czuć się jak w domu i dają namiastkę normalnego życia są przekonywające. Kolejny raz jednak widać, że zwycięża poziom przekonania sprzed trzeciego modelu penitencjarnego, że osadzonym nic się nie należy w czasie odbywania kary.

8 Art. 67 par.3 KKW z dn. 6 czerwca (Dz.U.Nr 90, poz. 557)

9 J. Hołub, Więźniowie budują IV Rzeczpospolitą. „Gazeta Wyborcza. Dodatek Praca.” z dnia 16.08.2006

Zagadnienie resocjalizacji jest zagadnieniem spornym w polityce penitencjarnej. Jeśli człowiek sam nie podejmie działań naprawczych, żadna forma pomocy nie jest dla niego wystarczająca. Zmiana systemu nie pociąga za sobą działań, których wymaga od innych. Z tym zjawiskiem również muszą spotkać się funkcjonariusze. Art.67 paragraf 3 kkw objaśnia: „w oddziaływaniu na skazanych przy poszanowaniu ich praw i wymaganiu wypełniania przez nich obowiązków, uwzględnia się przede wszystkim pracę, zwłaszcza sprzyjającą zdobywaniu odpowiednich kwalifikacji zawodowych, nauczanie, zajęcia kulturalno – oświatowe i sportowe, podtrzymywanie kontaktów z rodziną i światem zewnętrznym oraz środki terapeutyczne.”8 1997 r. Obecnie pracy nie ma, nawet praca społeczna wśród więźniów jest rarytasem. Pomimo doniesień prasy o zatrudnianiu więźniów i budowaniu przez nich IV Rzeczpospolitej9 pracy dla więźniów brak i w więzieniu i po wyjściu z niego. Staranie się osadzonego o naukę lub dokształcanie zawodowe w ZK jest w 80% nieefektywne. Opieszałość i biurokracja uniemożliwiają podjęcie działań edukacyjnych. Postulat o indywidualizacji więźniów nie przyjął się, winą za to obarcza się system – brak finansów, czasu, wysoka stopa bezrobocia w Polsce. Więzienia rzadko zatrudniają terapeutów lub innych fachowców do przeprowadzania zajęć kulturalno–oświatowych. Tłumaczy się to brakiem etatów. Wychowawcom, którzy mają 50 podopiecznych, brakuje często czasu na przeprowadzanie pogadanek – nie są wykwalifikowanymi specjalistami lub nie wierzą w sens tego działania. Zajęcia sportowe nie odbywają się z braku sali sportowej bądź siłowni. Do tego zbioru „przewinień resocjalizacyjnych” nowego systemu penitencjarnego dochodzą przepełnione cele, gdzie zabójcy siedzą z drobnymi złodziejaszkami.

Nie oskarżam funkcjonariuszy i kierownictwo Zakładu Karnego o niechęć do grupy badawczej i nauki. Taka instytucja jak więzienie przez swą strukturę i rozlokowanie pozycji i ról może indukować zachowania społecznie negatywne. Funkcjonariusze przejmują pewne zachowania od osadzonych, często jedynym sposobem poradzenia sobie z nimi jest zastosowanie ich własnych sposobów karania. Kadra – wiedząc o tym, nie chce by takie wiadomości wychodziły na zewnątrz, ponieważ może o tym usłyszeć ktoś, kto nie ma pojęcia jak to jest w więzieniu i podnieść larum. Wtedy dla uspokojenia opinii publicznej i organizacji broniących praw człowieka dojdzie do zmiany ludzi w kierownictwie. Będzie to niestety jedyna reforma, która w małym stopniu zmieni sytuację więziennictwa.

Kontakt z respondentem

10 Wiedzę swoją opieram, oprócz własnych obserwacji, na informacjach zawartych w artykułach z Forum Penitencjarnego oraz Przeglądu Więziennictwa Polskiego. Pomocne są również książki: H. Machel „Więzienie jako instytucja karna i resocjalizacyjna”, „System penitencjarny i postpenitencjarny w Polsce” pod red. T. Bulendy i R. Musidłowskiego, S. Przybyliński „ Podkultura więzienna”, P. Moczydłowski „Drugie życie więzienia”

Specyfika instytucji totalnej wymusza na badaczu lub ankieterze odpowiednie formy zachowania. Należy nauczyć się specjalnego „kodu”, którym później trzeba się posługiwać, by wydobyć informacje. Nie jest to łatwa nauka, najczęściej polega ona na długich, żmudnych poszukiwaniach metody dojścia do respondenta. I właśnie z takiego zachowania, z wielokrotnych prób i błędów, „upadania i wstawania” rodzi się klucz, pomysł na sposób kontaktu. Jeśli badacz go pozna, żadna rozmowa w naukach społecznych nie będzie już stanowić problemu, będzie potrafił wyciągnąć z respondenta wszystkie wiadomości. Książki dają jedynie wskazówki, co zrobić by nawiązać kontakt i zostać wpuszczonym w pewną sferę życia respondenta. Nikt nie pisze, jak rozmawiać z więźniem lub pensjonariuszem innego rodzaju instytucji totalnej. Aby się tego nauczyć, należy poznać choć w pewnym stopniu podkulturę, z którą się zetkniemy. W jej opisie skupię się na własnych obserwacjach zebranych w ciągu 4 lat pracy z więźniami, bowiem trudno wskazać badania naukowe, których zadaniem była charakterystyka populacji więziennej.10

1. Pochodzenie i wykształcenie osadzonych

W tym podrozdziale chciałabym głównie zwrócić uwagę na pochodzenie oraz wykształcenie osadzonych. Większość z nich wyszła z rodzin o niskim statusie wykształcenia i materialnym. Są to zwykle ludzie z wykształceniem podstawowym lub zawodowym, wykonujący prace fizyczne. Rzadko zdarzają się nieumiejący czytać albo pisać – jeśli tacy są, to rekrutują się oni głównie z mniejszości romskiej - Cyganów polskiego pochodzenia. Dotyczy to zarówno mężczyzn jak i kobiet. Większość napotkanych przeze mnie osadzonych pochodziła z małych miast lub wsi.

11 Ch. Frankfort – Nachmias, D. Nachmias : Metody badawcze w naukach społecznych, Poznań 2001

Spośród grupy przebadanych więźniów około 80% to właśnie osoby z wyszczególnionymi przeze mnie cechami. Jest to bardzo trafne i pomocne spostrzeżenie, ponieważ ankieter przychodząc na rozmowę z osadzonym musi zakładać, że percepcja świata może diametralnie różnić się od tej, którą zastajemy w codziennym obcowaniu z ludźmi na wolności. Niejednokrotnie więźniowie nie są w stanie zrozumieć średnio skomplikowanych pytań, w których istnieje możliwość wyboru. Często w uzasadnieniu swego wyboru rozwiązania zadanej sytuacji stosują przysłowia. Podpierają się nimi, ponieważ taki przekaz kulturowy uważają za uniwersalny i zrozumiały dla każdego. Najczęstszym repertuarem przysłów są : „Lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu” albo „Każdy jest kowalem swojego losu”. Anegdotą do dziś pozostanie odpowiedź jednego z więźniów, gdy zapytany czy zgadza się z przysłowiem „Żadna praca nie hańbi” głośno zakrzyknął „hańbi!”. Do dziś nie wiemy co respondent chciał przez to powiedzieć.

W rozmowie z trudnym respondentem nie wolno używać niezrozumiałych słów, terminów naukowych, skrótów myślowych. Nie jest to żadną nowością, bowiem Nachmias, Nachmias postulowali, by wywiad prowadzić takim językiem, by uczeń 6 klasy mógł zrozumieć pytania11.

Często wydaje mi się, że rozmowa z trudnym respondentem, w tym wypadku więźniem, to pewnego rodzaju przedstawienie teatralne, bowiem musimy wejść w role, by dowiedzieć się tego, co chcemy. To jedna ze strategii ankieterskich pomocna w przeprowadzaniu wywiadu. Potrzebna jest tutaj empatia, brak strachu w kontakcie z drugą osobą. Respondent nie może widzieć w ankieterze osoby, która się wymądrza lub onieśmiela go swoim zachowaniem. Należy zejść do poziomu respondenta, jeśli widzimy, że taki zabieg trafi na podatny grunt. Zazwyczaj działa on w postawach infantylnych – pomocny jest w rozmowie z mało wykształconymi więźniami, lub młodocianymi.

2. Płeć

W swojej więziennej karierze spotkałam więcej mężczyzn. Głównie jednak dlatego, że odwiedziłam więcej męskich zakładów zamkniętych. Spotkane kobiety nie odróżniały się zbytnio od mężczyzn ani poziomem wykształcenia ani też zarzucanych im czynów. Jedynym rozróżnieniem jakiego dokonałam po wizycie w ZK dla kobiet w Krzywańcu, jest to, że kobiety odsiadujące karę za zabójstwo są zwykle ofiarami polityki rodzinnej i systemu przyzwalającego na przemoc domową. Spotkałam wiele kobiet, które zabiły swoich mężów podczas kłótni domowej lub w obronie dziecka. Wśród kobiet, tak samo jak u mężczyzn, zdarzają się skazane za rozbój, napad czy złodziejstwo.

Brak rozróżnienia z kim lepiej prowadzić wywiad – kobietą czy mężczyzną jest uzasadniony, ponieważ nie wpływa on na kształt rozmowy lub prowadzenie zajęć. Studenci z grupy badawczej większą wprawę mają w rozmowie z mężczyznami więźniami, jednak nie słyszałam negatywnych głosów co do przepytywania kobiet.

Ciekawym zjawiskiem jest percepcja ankieterów przez osadzonych mężczyzn i kobiety. Mężczyźni więźniowie zazwyczaj wolą rozmawiać z kobietami – jest to zrozumiałe z tego względu, że siedząc w odosobnieniu, tylko w towarzystwie męskim ich oko cieszy pojawienie się kobiety na oddziale. Jeśli na dodatek poświęca im ona kilka godzin z racji przeprowadzania wywiadu, lub zajęć jest to sytuacja znakomita. Często ankieterki skarżyły się na rozkojarzenie respondenta, ponieważ zamiast słuchać pytania wpatrywał się w nie lub odciągał rozmową od tematu. Jednak zdarzają się wyjątki – są sprawy o których mężczyźni mogą powiedzieć tylko mężczyznom i w trakcie zajęć więźniowie nie będą szczerzy wobec kobiet ankieterek. Kilkakrotnie zdarzały się przypadki milczenia w obecności kobiety, natomiast kiedy odeszła na moment i został tylko ankieter panowie rozpoczynali rozmowę i odpowiadali na pytania.

Inaczej jest z więźniarkami. One – wprost przeciwnie od mężczyzn, nie kierują się różnicą płci, ale jej tożsamością. Ankieterki miały również większe powodzenie od mężczyzn w Zakładach Karnych dla kobiet. Wynika to z kilku rzeczy.

Przede wszystkim kobiety wstydzą się swojego więziennego wyglądu. Co prawda są tam również kobiety zadbane, które w każdej chwili mogłyby wyjść na ulicę i wtopić się w tłum lub nawet wyróżniać schludnością ubrania i wyglądu. Jednak większość z osadzonych to zmęczone, niezadbane kobiety. Nie chcą by mężczyźni patrzyli na nie z odrazą. Co innego druga kobieta – ona zrozumie.

Kierują się kobiecą solidarnością – nikt tak nie zrozumie kobiety jak druga kobieta. Tylko ona będzie wiedziała jakimi pobudkami kierowała się osadzona przy dokonywaniu danego czynu. Kobiety czują wspólnotę swej sytuacji, niezależnie od tego czy są na wolności czy w więzieniu. Wiedzą, że nie sprawdziły się w tej kulturowo zaprogramowanej roli społecznej przeznaczonej dla ich płci. Nie są dobrymi matkami lub żonami – bo siedzą w więzieniu, a społeczeństwo piętnuje je jako wyrodne matki, bo większość z nich nie jest ze swoimi dziećmi. Ze swoich losów wolą spowiadać się innej kobiecie, bo być może odnajdzie ona w losach respondentki swoje przeżycia.

Kobiety w więzieniach zapominają o mężczyznach – rzadko na zawsze, jednak na czas przebywania w więzieniu wyłączają swoje myślenie o mężczyznach. Wchodzą w związki lesbijskie z innymi osadzonymi. Dlatego też ich punktem zainteresowania są ankieterki. W Zakładzie Karnym w Lublińcu nasza bardzo ładna koleżanka o figurze modelki nie mogła opędzić się od więźniarek, które tylko do niej chciały iść na wywiad. Stała się autorytetem dla młodych osadzonych, gdyż wygląd jej był dla nich bez skazy i na dodatek miała ładne, modne ubrania i tatuaż w odcinku lędźwiowym na plecach, który do dziś jest szykiem mody wśród pewnej części odważnych kobiet. Te atuty sprawiły, że stała się dla nich idolką. Nie nasi przystojni koledzy, tylko właśnie ona.

Warto uświadomić sobie zależność płci w kontaktach z innymi. Powoduje to pewność ankietera lub badacza i często brak fałszywego wstydu. Nie należy zrażać się z powodu drobnych komplementów od więźniów czy dziwacznych wypowiedzi znajomych. Złośliwi często dogadywali mi, że moje wizyty w więzieniu to pewnego rodzaju kompensacja. Ich zdaniem moje związki z mężczyznami musiały być tak bardzo zaburzone, że zdecydowałam się chodzić do więzienia i wśród więźniów szukać grupy, która mnie doceni jako kobietę. Ja akurat mam nadzieje, że mnie doceniają i jako kobietę, i jako badacza.

3. Wiek

12 H. Machel: Więzienie jako instytucja karna i resocjalizacyjna, s. 61

Podział według kryterium wieku wyróżnia 2 kategorie: młodocianych (do 24 roku życia) i dorosłych. Są to dwie różne kategorie respondentów, ponieważ sposób przeprowadzania wywiadu lub zajęć dla tych grup musi być z powodu ich charakteru odmienny.

Obraz młodocianych najlepiej przedstawia Henryk Machel. „ Młodociani to często ludzie bez zawodu, o złym stosunku do pracy i raczej słabym wykształceniu. Łatwo łączą się w grupy nieformalne. Niechętnie poddają się porządkowi więziennemu. Głośni, hałaśliwi. Nie zawsze już dojrzali społecznie i lubiący ryzyko. Skłonni do negatywnego solidaryzowania się, lubiący sport i rozrywkę. Zdarza się, że nieobliczalni w czasie zbiorowych wystąpień i buntów. Podatni na działanie podkultury więziennej.”12 Z praktyki badawczej wynika, że jest to najtrudniejsza we współpracy grupa. Młodzi osadzeni bardzo dosłownie biorą swój pobyt w więzieniu i większość z nich stara się „wejść w rolę” więźnia znaną im z opowieści innych lub z telewizji. Przejawia się to w manifestowaniu buntu w stosunku do panujących norm, brutalizowaniu roli więźnia, czyli prowokowanie bójek z innymi osadzonymi by zaznaczyć swój teren lub pokazać „kim się jest”, wstępowaniu w grupy subkultur więziennych – głównie grypsujących. Jako respondenci nastręczali wiele problemów, bowiem w ich mniemaniu więzień to ktoś, kto nie współpracuje z administracją, nie rozmawia o tym co się dzieje w środku i jest nieufny. Nie chcą odpowiadać na pytania, gdyż kojarzy im się to albo ze szkołą, do której niechętnie uczęszczali, lub z przesłuchaniem. Manifestują swoją lekceważącą postawą stosunek do ankietera. Wielokrotnie akcentują „i tak ci nic nie powiem”, są nieufni i często się obrażają.

Taka sytuacja wynika głównie z młodego wieku, dużego stopnia demoralizacji, ale także ze strachu przed tym co nie jest im znane, czego nigdy nie doświadczyli. Nie jestem psychologiem ani pedagogiem, więc nie będę wypowiadać się na temat burzy hormonalnej u młodych osadzonych lub złej socjalizacji w dzieciństwie i jej następstwach. Mogę natomiast napisać o społecznych przyczynach strachu młodocianego więźnia przed wywiadem. Wielokrotnie nie mają oni szansy na poznanie innego życia, niż to które ich otacza – zazwyczaj to patologiczne środowisko. I nagle, gdy siedzą w więzieniu, napotykają grupę młodych ludzi, którzy chcą się uczyć, którzy chcą z nimi prowadzić zajęcia. Wielokrotnie słyszałam od moich podopiecznych młodocianych więźniów z wrocławskiej grupy, że oni tak naprawdę to nigdy nie znali takich dziewczyn jak my, ponieważ myśleli, że dziewczyny tylko „lubią się puszczać i wyciągać kasę od chłopaka”. Zderzenie z inną rzeczywistością powoduje początkowo szok, który może przejawiać się w zahamowaniu współpracy z więźniem podczas zajęć lub wywiadu. To od umiejętności ankietera zależy w większości czy uda się nawiązać dalszy kontakt i zniwelować dysonans poznawczy.

13 H. Machel: op.cit., s. 60

Dorosłych osadzonych rozpatrywać będę pod względem długości pobytu i powrotności do Zakładu Karnego. W więzieniach znajdują się osoby skazane na kary krótkoterminowe – do 1 roku, średnioterminowe – od jednego roku do trzech lat, oraz długoterminowe – od lat trzech do dwudziestu pięciu oraz dożywocie.13 Występują również 2 kategorie skazanych – pierwszy raz karani i recydywiści. Recydywiści to osoby które odbywają karę po raz drugi, trzeci i więcej razy. Z praktyki badawczej wynika, że najciekawsze rozmowy przeprowadza się z recydywistami i jest z nich największy pożytek Z racji swego „stażu” wiedzą oni o społeczności więziennej i panujących w niej zasadach najwięcej Często pomocni są w wyjaśnianiu pewnych zjawisk więziennych – jak np. problem rozmów z młodocianymi. Na swoim przykładzie opowiadają jak oni zachowywali się jako młodzi więźniowie. Są skarbnica wiedzy dla badaczy, którzy zgłębić chcą tajemnice więzienia. Taka sama sytuacja dotyczy więźniów długookresowych – przebywających więcej niż 10 lat w zamknięciu. Kategoria czasu jest tutaj głównym wyznacznikiem przydatności respondenta do wywiadu.

Z osadzonymi łączy się jeszcze wiele spraw wartych podkreślenia, takich jak grypserka, więzienna codzienność, nielegalne kontakty między osadzonymi... To już jednak tematy na osobny tekst. Przedstawiłam główne czynniki wpływające na kontakt i profesjonalność przeprowadzenia wywiadu z trudnym respondentem. Zasygnalizowane przeze mnie zjawiska mają służyć jako pomoc dla innych badaczy, a nie być narzędziem oskarżającym polskie więziennictwo. Zawarte tu informacje powinny uzmysłowić złożoność i trudność problemu jakim jest badanie instytucji totalnych, zarówno ich administracji jak i pensjonariuszy, a także poddać pod dyskusję ich role w nauce.

Marta Bernaś

w ę d r o w i e c  ©  d z i e n n i k a r z e  w ę d r o w n i
---hamburg---poznań---warszawa---wrocław---